środa, 26 grudnia 2007

"Maska Zdrajcy", odsłona pierwsza

Ocean, który zalągł się w mojej głowie, próbuje znaleźć ujście.
Przez nos.
Są święta a ja mam katar.
Mam też wreszcie "Maskę Zdrajcy".
I mieszane uczucia.
Pierwsze co się rzuca w oczy - poprawiona szybkość zapisu. Odbywa się to naprawdę szybko.
Parę nowych klas, ras, takie tam...i tak wybiorę tieflinga a jako klasę złodziejkę.
Szkoda, że nie dołożyli kilku nowych twarzyczek...

Postać stworzona, mogę zacząć grę!
Cholera, silne te stwory.

I o co chodzi z tą klątwą?!
Przegięli....nie podoba mi się to.

Niby ta odsłona miała być bardzo mroczna.
Albo mam za wysoki poziom gammy, albo jestem na początku początków, bo mi średnio mroczne się wydaje. Albo oczekiwałam zbyt wiele? Może jak ukończę to zmienię zdanie?

Hmm, podoba mi się jeden z towarzyszy, Gann, szaman dusz. Wreszcie godny następca Valena Shadowbreath'a z Hord Podmroku! Nie żeby był lepszy od niego, ale nareszcie ktoś chociażby równie interesujący. Wbrew pozorom, główny sercołamacz z NWN2, Bishop, jakoś mi do końca nie leżał. Właśnie...romanse...
Wreszcie dostałam się na serwer. Ojj posucha czeka mą bohaterkę, bo pozwolę sobie zacytować "Gdzie te chłopy?!". Stworzyłabym sama amanta, ale z przyczyn technicznych nie dam rady grać dwiema postaciami równocześnie. Poza tym groziłoby mi jeszcze całkowite pomieszanie zmysłów jak bohaterowi "Przez ciemne zwierciadło"(wreszcie obejrzałam....stwierdzam, że łatwiejsze w odbiorze niż książka...choć równie dobrze mogłam być zbyt młoda gdy się za nią zabierałam). Zatem amanta tworzyć nie będę...a przynajmniej nie teraz... Ciekawostka. Jeśli widzisz postać dziewczyny, która ma emotki w stylu "potrząsnęła główką", "ruszyła nóżką" w ciemno strzelam, że animuje ją chłopak/mężczyzna. Czemu oni tak zdrabniają? To dziewczyna nie ma już nogi albo głowy? Poza tym trochę dziwnie brzmi, gdy poważna paladynka mówi "głosikiem". Co ona myszka jakaś czy heroina zdolna wymachiwać wielkim mieczem?
A może się zwyczajnie czepiam przez ten katar?

sobota, 15 grudnia 2007

A zapowiadało się tak fajnie...

Rewelacja.

Dwa tygodnie posuchy bez grania, ale nic, bo przecież wrócę do domu i sobie wreszcie pogram. "Maska Zdrajcy" zamówiona, czekam tylko kiedy przyślą.
Jest sobota, tydzień po złożeniu zamówienia a gry nie ma. W tym samym czasie na serwerze dokonywane są wiekopomne zmiany i mogę sobie tylko popatrzeć na ekran.
Bo bez "Maski..." nie zagram.

Świetnie.

Nie tylko PKP, po zmianie rozkładu ma u mnie tyły, dołącza do tego także Poczta Polska.
Znajomy, chcąc mi pomóc doradza bym olała przesyłkę i poszła kupić, bo przecież MM, Empik czy Tesco mają już. Hm, żadnego z tych sklepów nie mam u siebie, poza tym mam tę wredną cechę charakteru, że się zaperzam i obrażam, i nie próbuję nawet szukać wyjścia z sytuacji.
Ale mam nauczkę, nigdy więcej nie zamawiaj, idź i kup dziewczyno, to najpewniejsze...

poniedziałek, 10 grudnia 2007

"Wyłączyć nam prąd i nas nie ma"

"Imperium zmysłów"
Wystawa artystów z Katedry Intermediów ASP w Poznaniu.
http://www.starybrowar.pl/sztuka/imperiumzmyslow

Tytuł przywodzi na myśl skandalizujący film Nagisy Oshimy, ale to "tylko" tytuł wystawy Katedry Intermediów poznańskiej ASP.

Moja współlokatorka, studentka ASP zaciągnęła mnie na to. Ona nie jest z intermediów, po prostu miała jakieś swoje sprawy do załatwienia tam.

Załapałam się na część prelekcji.
Wreszcie, wystawę uważam za otwartą...

Co to za cholerny hałas na schodach? Kroją tę babę, czy tylko obdzierają ją ze skóry? Mam ochotę zerwać głośnik i skakać po nim, byle uciszyć te irytujące dźwięki.
Pierwsze pomieszczenie, pierwszy eksponat - wielki szkic. Niby to erotyczny, ale jeszcze nie pornograficzny, bo to wszystko miękką kreską, niby przez dziecię proste i niewinne malowane. Jeśli moje dziecko zaczęłoby coś takiego rysować (gdy byłoby jeszcze w wieku przed "uświadomieniem") uważnie przyjrzałabym się jego lekturom ewentualnie programom telewizyjnym, które ogląda...
A potem...stojak z kieliszkami wina. Od jego zapachu aż zakręciło mi się w głowie... Pewnie każdemu (laikowi) na ten widok przebiegły przez myśl dwa pytania
- czy ktoś miałby coś przeciw, jakby sobie jedne kieliszek łyknąć?
- dlaczego nikt nie domył kieliszków?!
Następna instalacja miała w tytule las. Na trzech ekranach były wyświetlane filmy przyrodnicze. Hmm. A nie lepiej włączyć sobie Animal Planet i "Najzabawniejsze Zwierzęta Świata"? Albo National Geographic HD? Skoro już mam oglądać pasącego się strusia, to niech chociaż widzę także pchły biegającego w jego krótkiej eee sierści, pierzu?
Z innych ciekawostek to należy wymienić prezentację, gdzie ekran wypełniał pomidor (albo dynia, zdania są podzielone) leżący na nagim brzuchu i poruszający w rytm oddechu kobiety. Niestety nie znalazłam opisu, co to miało oznaczać.
Kolejną ciekawostką był układ kół zębatych. Zaraz na myśl przyszły mi zabaweczki z Syberii. Fajne to było. Ale jak poczytałam, że jest to alegoria zdobywania wiedzy, gdzie uczeń jest wepchnięty w tryby maszyny, pomyślałam z przekąsem, że z głośników powinno jeszcze lecieć "Another Brick in the Wall part 2" Pink Floyd, z pamiętnym refrenem "We don't need no education". Ale może wtedy to byłoby zbyt dosłowne...?
Kolejna ciekawostka - impresje z pobytu w Stanach. Instalacja wideo - chłopak wchodzi na wzgórze, strzela i schodzi. Napisy końcowe.
Przynajmniej krótkie.
Zaintrygowała mnie prezentacja, gdzie nagrane studentki czytały poezję Michała Anioła. Szkoda, że nic nie było słychać, bo może robiły to w specyficzny sposób? Według opisu, każda czytała wiersz, który był dopasowany do jej charakteru a tak w ogóle to chodziło o bunt, że młode artystki są wciąż duszone niejako przez duchy wielkich artystów mężczyzn, jak choćby Michał Anioł.
Czasem żałowałam, że czytałam o o chodzi, bo owo tłumaczenie zupełnie rujnowało mi efekt. Nawet jeśli praca mi się spodobała, to gdy przeczytałam "co autor miał na myśli", odchodziłam, rozczarowana?, pełna zwątpienia? Z poczuciem, że przesadzają? Albo z czymś takim.
Jak przy zdjęciach z księdzem z perłami zamiast zębów, albo z gołębiem sterowanym zdalnie.
Mówi się, że najlepsze jest zawsze na końcu...wideo przedstawiające zabiedzonego chłopaka, który biczuje się, bo nie wykonał pracy zaliczeniowej. Horror.

Obawiam się, że długa droga przede mną, by zrozumieć Sztukę. Zacznę malutkimi kroczkami, bo przy dużych można się, jak widać, potknąć.

niedziela, 9 grudnia 2007

"Konstelacje"

Lubię książki Davida Mitchell'a. Pamiętam, że kiedyś przeczytałam, bodajże w "Newsweeku", recenzję "Snu_numer_9" i zaintrygowała mnie ta książka. Wszak, że przykładowy fragment udostępniony w księgarni internetowej trochę ostudził mój zapał, ale zaryzykowałam i kupiłam.
I nie żałowałam.
Do przygód młodego Mijakiego zagubionego w Tokio wracam często i chętnie. Fanstamagorie młodego chłopaka, zgadywanki co się naprawdę stało a co nie, no i przede wszystkim ciekawość, czy Eidżi odnajdzie ojca, powodują, że trudno mi się od niej oderwać.
Potem poznałam "Widmopis".
Chociaż "Widmopis" był napisany przed "Snem...", u nas został wydany później. 9 opowiadań, każde pozornie niezwiązane ze sobą, a jednak... jak jedna, wielka kosmiczna układanka, która nabiera sensu dopiero wtedy, gdy patrzy się na nią z dużej odległości. Zawsze zastanawiam się, czy młody saksofonista z jednego z opowiadań, to nie "pra-wcielenie" Mijakiego.
A potem, niesamowita książka-wahadło, jeden wielki fajerwerk stylistyczny, "Atlas Chmur". Każde opowiadanie dzieje się w innej epoce, każde z nich utrzymane w innej stylistyce.
Każde wciąga jak jasna cholera.
Najpierw poznaje się połowę historii, aż dojdzie się do końca czasu a potem, wahadło cofa się i poznaje się resztę, która, znowu!, zazębia się w tajemniczy sposób ze sobą, tworząc kosmiczny wzór.

I nagle czytam, że "Black Swan Green", czyli, właśnie "Konstelacje" mają opowiadać o nadwrażliwym chłopcu.
Nie lubię historii, których bohaterami są nieletni. Po prostu nie lubię i tyle.
Kupić, nie kupić?
To przecież Mitchell, do licha, kup!

Jason, owszem, ma bardzo wrażliwą duszę, ale i jest bystrym obserwatorem. Poza tym chce być popularny w szkole i ma typowe problemy dla dzieciaków w swoim wieku (choć nie pamiętam, czy całowałam się w wieku trzynastu lat, coś mi się wydaje, że jeszcze nie).
Może i czasem Jason wydaje się wygłaszać zbyt światłe sądy jak na tak młodego człowieka, ale nie zmienia to faktu, że "Konstelacje" naprawdę dobrze się czyta. Lubię u Mitchell'a to, że pojawiają się w jego kolejnych powieściach, bohaterowie z poprzednich. Tym razem nie jest inaczej. Niby takie nic, a jednak cieszy, pozwala wyczuć pewną kontynuację w twórczości pisarza, choć przecież każda książka jest o czymś innym(?).

Davidzie, czekam na następne!

poniedziałek, 3 grudnia 2007

3:10 do Yumy

Western nigdy specjalnie do mnie nie przemawiał. Bezdroża Dzikiego Zachodu nigdy nie zaprzątały mi głowy, pojedynki rewolwerowców, nie działały na wyobraźnię. Ale na film poszłam.
Zachęciły mnie recenzje.
No i Christian Bale.
Russell Crowe istnieje dla mnie tylko w jednym filmie, w "Gladiatorze" właśnie. Rola twardego, starożytnego generała była IDEALNA dla niego. W innych...nie leżał mi. Po prostu nie i tyle.
Już wiem, że Crowe nie będzie mi się tylko kojarzył z Maximusem, ale także z Benem Wade'm, łajdakiem jakich mało. Jego niski, wibrujący głos(oj chciałabym go kiedyś w dubbingu usłyszeć, oj chciałabym...), przenikliwe spojrzenie, gładka gadka i wieczny, ironiczny uśmieszek idealnie współgrają z postacią jaką gra. Jest wredny, ale i na swój sposób uczciwy. Szanuje ludzi, którzy mają zasady i się ich w życiu trzymają. Takich jak bohater grany przez Bale'a, cichy, ranczer, którego prześladuje pech, a który jest gotów podjąć każde ryzyko, by zapewnić rodzinie godne życie.
Starcie tych dwóch jednostek, złoczyńcy i dobrego obywatela, nie pozwala oderwać się ani na chwilę od ekranu. Czy złoczyńca się nawróci? Czy prawy obywatel dla się złamać?
To po prostu trzeba zobaczyć.