Slang «potoczna odmiana języka używana przez jakąś grupę zawodową lub środowiskową»
Żargon [fr.], argot, slang, forma języka wytworzona przez zamkniętą grupę, np. społ., zaw. (nieterytorialną); niekiedy pełni funkcję języka tajnego; odstępstwa od normy języka ogólnego występują gł. w słownictwie.
Zapożyczenie, językozn. elementy (głoski, cząstki słowotwórcze, wyrazy, wyrażenia, konstrukcje składniowe) przejęte z innego języka
Są tacy, według których te trzy byty wspomniane powyżej pozwalają na masakrowanie języka polskiego. Nie kaleczenie nawet, tylko brutalne znęcanie się za pomocą anglicyzmów.
Wszystko zaczęło się od "casuala", czy też, bardziej po polsku - każuala.
Czym jest każual? To rodzaj niedzielnego gracza, który zazwyczaj nie interesuje się grami wideo, ale ponieważ to modne, to zagra. Brak mu wprawy, albo po prostu nie lubi się przemęczać, idzie po najmniejszej linii oporu i obniża poziom trudności, tudzież szuka porad wszelakich. Tendencje, mające na celu ułatwienie rozgrywki najczęściej są komentowane per "wszystko przez każuali", zatem pojęcie to jest raczej pejoratywne.
Cierpliwy Czytelniku/Czytelniczko, czy już zadałeś/zadałaś sobie pytanie "po co ten cały każual, skoro jest 'niedzielny gracz'?"?
Ależ spieszę z odpowiedzią! Otóż jest, bo używa tego, uwaga, "prasa branżowa" i w ogóle wszyscy. Ot taki, żargon graczy. Prasa branżowa... tworzą ją entuzjaści, którym nie mogę odmówić braku wiedzy. Co to, to nie! Ale mogę zarzucić im, że chcą podawać wszystko szybko, więc czasem poziom językowy jest odrobinę niższy niż być powinien. Tempo to bodajże słowo klucz. Presja aby być pierwszym powoduje, że przestaje liczyć się styl. Trzeba być przed innymi. Bełkocz jeśli trzeba, ale bądź pierwszy!
Zawsze bawi mnie próba obrony angielskich potworków, że to przecież zapożyczenia, że język się zmienia, że to ewolucja! Wszystko fajnie, ale zapożyczenia muszą być sensowne, muszą być potrzebne. Ekspirujący dedlajn, task do zrobienia, printowanie dokumentów.... nie chcę tego słyszeć w pracy a randomalnych kierunków, kombatowych strojów i wielkich fejli oraz hejtowania wszystkiego po pracy.
Nad niektórymi odruchami trudno zapanować. "Sorkam" z rozpędu i potwierdzam "okejem". Potrafię jednak się przyznać, że jest to mój brzydki nawyk, tudzież pewna niefrasobliwość. Ale przenigdy nie będę specjalnie "sorkała", bo tak brzmi lepiej, albo twierdziła, że przecież i tak już weszło do języka, toż wszyscy tego używają. I co z tego, że używają? Mówią też "przyszłem" i "poszłem", piszą "wogóle", przechodzą na czerwonym świetle i chodzą z przetłuszczonymi włosami tudzież fałdami nieapetycznie ściśniętymi przez koszulki za małe o 1,5 rozmiaru.
I tym sposobem, zupełnie przypadkowo obudziła się we mnie buntowniczka. Pomyślcie, co może obudzić bunt w Was?
środa, 31 sierpnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)