poniedziałek, 12 września 2011

Głupia jak but!

Paranormalne romanse to intrygujący gatunek.
Niby schemat ten sam, czyli pani spotyka pana, tyle, że panujące okoliczności są najczęściej mniej zwyczajne.
Bo jak inaczej nazwać obecność duchów, nadprzyrodzonych mocy tudzież wampirów?

Przygotowując się do seansu "spirytystycznego" trzeba było mi znaleźć odpowiednią strawę dla ducha (bo dla ciała zapewniała moja gospodyni). I sama się zdziwiłam, że nie wpadłam na to wcześniej! Zerknęłam łakomym okiem na sagę "Zmierzch", na blade, nachmurzone oblicze Edwarda i nieprzytomne z miłości spojrzenie Belli. Wampir stulatek zakochany w nastolatce, której największą zaletą jest to, że pachnie dla niego niczym wyborna golonka. Ona, gotowa zmienić się w wampira, byle tylko być z nim przez wieczność (zapewne ze względu na błyszczącą w słońcu skórę).
Idealny wybór!

Zasiadłyśmy do seansu z zapasem wiśni z nalewki tudzież z samą nalewką. I po chwili oglądania moja towarzyszka zakrzyknęła "Bello, jesteś głupia jak but", co stało się hasłem przewodnim naszej projekcji.

Popkultura różnie obchodziła się z wampirami, ostatnio czyniąc je atrakcyjnymi obiektami pożądania (i niech mi żadna z Czytelniczek nie próbuje wmawiać, że Garry Oldman w niebieskich lennonkach, uwodzący Winonę Ryder z pomocą absyntu, nie podpada pod tę kategorię, podobnie jak Brad Pitt). Wiecznie młodzi, wiecznie jurni. Wbrew pozorom saga "Zmierzch" też się wcale aż tak mocno nie wyłamuje ze schematu - Edward jest przystojnym młodzieńcem, podobnie jak jego wiecznie młoda rodzina. Może i coś czują, może jest to nawet tęsknota za utraconym człowieczeństwem. Jest jednak kilka odstępstw, krwi ludzkiej nie tykają (wegetarianizm), a słońce, zamiast ich zabić, demaskuje ich, gdyż ich skóra błyszczy wtedy niczym diament (albo kryształki Svarowskiego jak zauważył niegdyś W.).

Dramat zbyt młodej osoby zmuszonej do przemiany w wampira pokazała bardzo młodziutka Kirsten Dunst w "Wywiadzie z wampirem" - dorastająca kobieta, na zawsze zamknięta w ciele dziecka. W jej przypadku intelekt i emocje rozwijały się, tylko ciało nie. W przypadku Edwarda naszły mnie wątpliwości. Nie, zapewne nie brakowało mu wiedzy, tylko czy ktoś może mi wytłumaczyć co on, dojrzały emocjonalnie facet widział w szesnastoletniej uczennicy?! Tak jak wspomniałam wyżej, przyciągała go swoim zapachem, co wyobrażam sobie, że pachniała mu niczym świeżo upieczony bochen chleba, tudzież schabowy. Zapach, zapachem, ale żeby z powodu aromatu oświadczać się? A może to maskujący się amator lolitek? Nie wiem, czy w takim układzie Bella nie byłaby zbyt dojrzała dla niego, ale najwyraźniej na bezrybiu... W sumie tutaj się prosi o paranormalną wersję "Lolity" Nabokova - stary wampir, zafascynowany młodą dziewczyną żyje z nią i targa nim konflikt - ugryźć i zachować zabawkę na wieczność, czy ocalić jej duszę, dając dorosnąć i następnie porzucić dla młodszej?

Jakby było mnie i mojej gospodyni mało wrażeń, pojawia się ten trzeci, młodzieniec niezwykle atrakcyjny, którego nasza bohaterka traktuje tylko i wyłącznie jako przyjaciela. Chodzi rzecz jasna o Jacoba, urodziwego wilkołaka. "Księżyc w nowiu" warto obejrzeć dla 43-44 minuty, gdzie Jacob iście bohatersko pozbywa się podkoszulka, żeby opatrzyć ranę Belli. Ta palnie mu, że jest piękny i... tyle. No głupia jak but, prawda?

Stare filmy ze względu na cenzurę obyczajową nie mogły pokazywać scen miłosnych. Napięcie panujące między bohaterami trzeba było pokazać w inny, delikatny sposób. Przeciągłe spojrzenia, niby przypadkowe zetknięcie dłoni - więcej trików można odnaleźć tylko u Jane Austen albo sióstr Bronte. I choć przy dzisiejszym rozpasaniu obyczajów takie zabiegi wydają się śmieszne, to... mają swój urok na ekranie. Choć wizyta półnagiego wilkołaka w sypialni Belli nie skończyła się dzikim seksem, to pojawiające się napięcie jest intrygujące. Podobnie jak w przypadku podobnych wizyt Edzia. Może i w sam raz dla dorastających dziewczątek, które nie powinny interesować się zbyt szybko pewnymi sprawami, ale nie oszukujmy się, narastające napięcie ma wiele wspólnego z zajączkiem, którego się goni.

Generalnie została nam jeszcze trzecia część do obejrzenia. Bez wisienek i nalewki się nie obejdzie, tym bardziej, że Edziu oświadczył się i uwaga, usłyszał "nie"! Nie wierzę, by nie otrzymał zgody po n-tym zapytaniu, a skoro tak, to ślub ("...i obiecuję, że nie zostawię cię aż do śmierci?") to noc poślubną i... spłodzenie potomka? Czy nieumarły może kogokolwiek zapłodnić? Może dać życie?! To jedno z wielu pytań, które czekają na odpowiedź. Podobne jak to, czy Bella w trakcie menstruacji nie zbliża się do Edwarda. Toż przecież wystarczyła kropla krwi, by Jasper (czy jakoś podobnie), początkujący wegetarianin rzucił się na nią w dzikim szale krwi. To co się dzieje, gdy ulatuje z niej więcej? No i ostatnia rzecz, czy Edziu jest masochistą? Bo skoro jej zapach jest taki nęcący, a on się tak mocno musi powstrzymywać, to znaczy, że albo lubi sprawdzać swoją silną wolę, albo wyjątkowo lubi się męczyć. Choć kolejne semestry w szkole wskazują raczej na to drugie.

Paranormalne romanse potrafią dać wiele frajdy, gdy się je ogląda z odpowiednim nastawieniem. I wyposażeniem. Zatem wisienki w dłoń!

Zdrówko!