piątek, 29 stycznia 2010

Tak. Nie. Nie wiem.

A: Dlaczego się tym interesujesz?
B: Bo to interesujące.
A: OK, ale co sprawia, że to takie pasjonujące?
B: ??


Jeśli mówię, że znam jakiś język, to muszę umieć w nim mówić. Lepiej gorzej, ale muszę. Dlatego moi uczniowie są bezustannie zachęcani do rozmowy. To młodzi ludzie, najczęściej z liceum. Co może ich zajmować? Szkoła, przyjaciele, muzyka, filmy, gry komputerowe.
Sporo tego, prawda?

Schody zaczynają się, gdy proszę ich o rozwinięcie tematu. Jaki film zachwycił Cię ostatnio? Dlaczego akurat ten?
Dwa zdania.
Najczęściej tylko tyle słyszę w odpowiedzi.

Skoro nie wypaliło z hobby, próbowałam z innymi tematami. Ogólnymi na początek.
Odpowiedzi były podobne. To straszne. Bo w końcu ileż mogę wymyślać pytań dodatkowych? Ileż mogę ich ciągnąć za ten język?
Może mnie nie lubią i nie chcą ze mną rozmawiać? Może się wstydzą?
A może nie mają mi nic ciekawego do powiedzenia?

sobota, 9 stycznia 2010

Tańcz!

Po co się chodzi na koncerty?
Żeby posłuchać muzyki na żywo (zdecydowanie), żeby spotkać się z innymi fanami zespołu (opcjonalnie), żeby potańczyć (?).

Gdy szłam na koncert Much w klubie Blue Note, myślałam, że sobie potańczę, ale tak się nie stało. Ludzie wokół mnie nie mieli jakoś ochoty, a sama nie czułam się na siłach, by rozpalać gorączkę tłumu i tylko podrygiwałam do rytmu.
Teraz, gdy szłam do tego samego klubu na koncert zespołu Samokhin Band myślałam, że będzie inaczej. Choć pani sprzedająca mi bilet zasugerowała, że będzie dużo stolików i znalezienie miejsca do tańca może nie być tak prostym zadaniem.
Ale przecież kiedy publika tylko usłyszy te dźwięki, to się sama poderwie!
Tak myślałam...

Trudna sprawa z tym podrywaniem się.

Na pewno się publika kołysała, siedząc przy swoich stoliczkach. Obserwowałam ją zaskoczona. No bo jak można usiedzieć przy tej muzyce? Ledwo sama mogłam ustać w miejscu, cały czas albo przytupywałam, albo się kołysałam.
Na szczęście pod koniec duch w narodzie się odezwał i parę osób ruszyło na środek, a ja z nimi.

Za to po koncercie mogłam zatańczyć salsę. Z 3/8 zespołu.
Moje postanowienie noworoczne - rozruszać się. Zatem Drodzy Panowie, jak następnym razem wpadniecie do Poznania na koncert, to dopiero pokażemy wszystkim na parkiecie gdzie ich miejsce, a co!

niedziela, 3 stycznia 2010

Słowa

"Cóż to czytasz, mości książę?
Słowa, słowa, słowa."


Wystarczy jedno zdanie, fraza, by wzbudzić zainteresowanie. Słowa pokryte haczykami, na które daję się złapać.
Ładne, okrągłe, gładkie łączone w aksamitne łańcuchy słodyczy, łechczące moją próżność.
Zadziorne, dwuznaczne cięte, dowcipne uwagi wymieniane niczym ciosy w szermierce.
Atak, blok, kontra, unik.
I każde zdanie, które coś ujawnia, coś zataja, podsyca wciąż rosnącą ciekawość.
Przebiegam wzrokiem po tekście, rozsypuję go, by ponownie poskładać. Sprawdzam, czy coś nie ukryło się między słowami.

Ale ze słowami trzeba ostrożnie. Te same ładne, okrągłe i gładkie gdy łączone bez fantazji, są do bólu zwyczajne i zamiast nęcić, nudzą.
Łatwa zdobycz, to żadna zdobycz.
Nie chcę słów łatwych, ogólnodostępnych! Nie chcę szablonów!
Chcę... wyzwań.

Bywa, że błyskotliwy przeciwnik okazuje się rozczarowaniem, gdy dopada go "nawał pracy" (zapewne o pięknym imieniu). Bywa też, że okazuje się malkontentem, którego narzekania budzą furię.

A wtedy trzeba szukać nowych słów.
Tyle ich jest, z pewnością trafię na jakieś przeznaczone tylko dla mnie!