I stało się. Jorge Lorenzo podpisał kontrakt z Yamahą na starty w klasie motogp. Zatem,czas najwyższy, by Vale uściskał Colina na pożegnanie. Skład teamu nie jest oficjalnie podany i wszystko jest jeszcze wielką tajemnicą, ale... Ale jak ktoś kupuje wszystko-wskazuje-że-dwukrotnego-mistrza-świata-250cc to przecież nie wyśle, go do satelickiego zespołu. Szkoda mi Colina - też jeździec nie w ciemię bity bo bodajże dwukrotny mistrz świata SBK...ale to były niestety dawne czasy. Także nie bardzo chce mi się wierzyć w ogromną hojność sponsorów, by Yamaha mogła sobie pozwolić na trzech kierowców.
Złośliwi, powyższą wiadomość od razu skomentowali wyrażeniem obawy, czy aby Yamaha znajdzie odpowiednio duży boks by pomieści ego Włocha i Hiszpana. Jeden i drugi lubi popisy, ale celebracja w stylu Jorge nie odpowiada mi. Bardziej to wygląda jakby chciał innym pokazać, gdzie ich miejsce w szeregu, niż na radość ze zwycięstwa. Ale pewnie teraz to ja jestem złośliwa, bo nie przepadam za Lorenzo.
Całej sprawie pieprzyku dodaje dodaje jeszcze jedna sprawa - za Gazetta dello Sport i moją początkującą znajomością włoskiego, Jorge miał kiedyś powiedzieć, że jego bohaterem nie jest np. Rossi, ale... Max Biaggi.
Ten sam Max Biaggi, który niedawno powiedział, że Casey Stoner jest dużo bardziej utalentowany niż Rossi. Nie przeczę, że Australijczyk w tym roku błyszczy najjaśniej, ale czy nie za szybko na takie stwierdzenia? Walka o tytuł wygląda inaczej niż w zeszłym roku i to właśnie za spraą wspaniałej jazdy Stonera. I opon jak dodają niektórzy.
Właśnie. Opony.
Michelin nie ma szczęścia w tym roku - czy to chwilowy kryzys czy też nowe regulacje im nie służą i zawodnicy(głównie Rossi) są coraz bardziej sfrustrowani. No ale jak można być zadowolonym, gdy przy suchej nawierzchni dojeżdża się 30 sekund za liderem? A tak to było na Lagunie - pierwsza trójka na Bridgestonach wyglądała, jakby jechała w innym, dużo szybszym wyścigu, w porównaniu z czwartym Valentym, czy piątym Pedrosą.
Trochę współczuję Stonerowi, bo jego fenomenalna jazda jest "przyćmiewana" bądź to piekielną prędkością jego Ducati, bądź też nieziemską przyczepnością opon. I mimo iż Vale wychwala młodego Australijczyka pod niebiosa, nazywając go, nomen omen motocyklowym bóstwem, i tak wszyscy wciąż szukają tajemnicy jego sukcesu.
Myślę, że po tym sezonie, twierdzenie, że zwycięstwo zależy w równym procencie od maszyny jak i jeźdźca, trzeba będzie poszerzyć o trzeci czynnik, o opony właśnie. Bo zestaw "Bridgestone+Ducati+Stoner" przypomina mi bardzo inny, sprzed lat, "Michelin+Honda+Rossi". Gdy debiutowały 990cc, Vale, tak jak Casey dziś, wygrywał co chciał i jak chciał. Może trochę szkoda, że zamiast zastanawiać się "kto dziś wygra?", zadaję sobie pytanie "czy dziś znów Bridgestone czy może Michelinom wreszcie coś wyjdzie?".
A wracając do tego, od czego zaczęłam, czyli wieści o Lorenzo... To może oznaczać, że Yamaha powoli przygotowuje się do odświeżenia swojej stajni. Przygotowują się do zmian. Kontrakt Rossiego kończy się w 2008 roku. Sam zainteresowany twierdzi, że pojeździ na motocyklu tak do 31, 32 roku życia, czyli jakieś 3, 4 lata. Ale czy będzie to do końca Yamaha? Odpada Ducati - Stoner przedłużył swój kontrakt, poza tym dopiero co nabyli Melandriego. Zostaje zatem Suzuki i Kawasaki. A Suzuki w tym roku prezentuje się z bardzo dobrej strony. Agostiniego i tak nie doścignie z liczbą tytułów mistrza świata, ale Rossi może mieć inny cel - zapiać się w kronikach pod kolejnym hasłem - jako ten, który zdobył mistrzostwo na trzech różnych motocyklach. To by dopiero było ekscytujące.
piątek, 27 lipca 2007
wtorek, 24 lipca 2007
Icky Thump
Jak to się stało, że tak długo byłam głucha na The White Stripes - nie wiem. No ale lepiej poznać ich późno niż później, albo i wcale.
Co zaskakuje? Bardzo chwytliwe refreny. Po drugim, trzecim przesłuchaniu można już swobodnie nucić. No i jeszcze jedna rzecz - nie jest ważne w jakim tempie zaczyna się utwór, bo i tak zakończy się jazgotem. Rewelacja.
1. Icky Thump
Weszło mi w głowę i nie chce wyjść. Mocne otwarcie.
2. You don't know what love is(you just do as you're told)
Piosenka z rodzaju "o miłości", ale przyjemna i bez zadęcia. I ten przyjemny refren.
3. 300 m.p.h torrential outpour blues
Spokojny, kojący nerwy wstęp. Reszta to ostre zmiany tempa i głośności.
4. Conquest
Przy tym nagraniu mam ochotę wskoczyć w falbaniastą spódnicę i ruszyć w bardzo rockowe passo! Pojedynek gitara vs trąbka.
5. Bone Broke
Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak stwierdzenie, że jest to przykład solidnego, rockowego kawałka.
6. Prickly Thorn, But Sweetly Worn
Kolejna taneczna niespodzianka. Tym razem stara stodoła, rumiane dziewczęta i ogorzali chłopcy wywijający hołubce z przytupem. Nie wiem w co uderza Meg, ale meble od basów skaczą.
7. St. Andrew(the battle is in the air)
Ciąg dalszy poprzedniej. Do basów doszły jeszcze gitary i podkręcanie tempa. Stodoła płonie.
8. Little Cream Soda
A teraz wyciągamy czarne T-shirty, rozpuszczamy włosy i rytmicznie kiwamy głowami.
9. Rag and Bone
Jeśli przy tym utworze, ktoś potrafi zachować spokój i nie poruszyć żadną końcyną to a)jest głuchy jak pień b)totalnie nie czuje rock'n'rolla
10. I'm slowly turning into you
Kolejny chwytliwy refren. Jak oni to robią? No i to monumentalne brzmienie. Stwierdzam, że "I'm quickly turning into this song".
11. A martyr for my love for you
Piosenka o popapranej miłości. Lubię takie.
12. Catch Hell Blues
Nawet jeśli by się wydawało, że ten utwór mógł napisać jakiś bluesman, spędzający dnie w oparach nikotynowego dymu i kontemplujący wielką rzekę przed swoim domem, to szybko jej charakter zmienia się w co? Tak, w jazgot!
13. Effect and cause
Najspokojniejsza piosenka na płycie. Co nie znaczy, że wolna/cicha/itp.
Co zaskakuje? Bardzo chwytliwe refreny. Po drugim, trzecim przesłuchaniu można już swobodnie nucić. No i jeszcze jedna rzecz - nie jest ważne w jakim tempie zaczyna się utwór, bo i tak zakończy się jazgotem. Rewelacja.
1. Icky Thump
Weszło mi w głowę i nie chce wyjść. Mocne otwarcie.
2. You don't know what love is(you just do as you're told)
Piosenka z rodzaju "o miłości", ale przyjemna i bez zadęcia. I ten przyjemny refren.
3. 300 m.p.h torrential outpour blues
Spokojny, kojący nerwy wstęp. Reszta to ostre zmiany tempa i głośności.
4. Conquest
Przy tym nagraniu mam ochotę wskoczyć w falbaniastą spódnicę i ruszyć w bardzo rockowe passo! Pojedynek gitara vs trąbka.
5. Bone Broke
Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak stwierdzenie, że jest to przykład solidnego, rockowego kawałka.
6. Prickly Thorn, But Sweetly Worn
Kolejna taneczna niespodzianka. Tym razem stara stodoła, rumiane dziewczęta i ogorzali chłopcy wywijający hołubce z przytupem. Nie wiem w co uderza Meg, ale meble od basów skaczą.
7. St. Andrew(the battle is in the air)
Ciąg dalszy poprzedniej. Do basów doszły jeszcze gitary i podkręcanie tempa. Stodoła płonie.
8. Little Cream Soda
A teraz wyciągamy czarne T-shirty, rozpuszczamy włosy i rytmicznie kiwamy głowami.
9. Rag and Bone
Jeśli przy tym utworze, ktoś potrafi zachować spokój i nie poruszyć żadną końcyną to a)jest głuchy jak pień b)totalnie nie czuje rock'n'rolla
10. I'm slowly turning into you
Kolejny chwytliwy refren. Jak oni to robią? No i to monumentalne brzmienie. Stwierdzam, że "I'm quickly turning into this song".
11. A martyr for my love for you
Piosenka o popapranej miłości. Lubię takie.
12. Catch Hell Blues
Nawet jeśli by się wydawało, że ten utwór mógł napisać jakiś bluesman, spędzający dnie w oparach nikotynowego dymu i kontemplujący wielką rzekę przed swoim domem, to szybko jej charakter zmienia się w co? Tak, w jazgot!
13. Effect and cause
Najspokojniejsza piosenka na płycie. Co nie znaczy, że wolna/cicha/itp.
sobota, 21 lipca 2007
Świeradów Zdrój
07.07.2007 (sobota)
Magiczna data. Jedni, wierząc w magiczną moc siódemek, planowali ślub już od miesięcy. Inni, co też planowali, w ostatniej chwili rezygnowali, stwierdzając, że "kosy" w dacie ślubu to jednak zły omen. Stanu cywilnego tego dnia nie zmieniałam. Zaczynał się mój wyjazd w góry. Było pochmurno, temperatura raczej średnia. Droga minęła spokojnie.
Hmm, Czyta góra przede mną to Stóg Izerski? Dach czerwony jest, wieża meteo też....ale co to za goły pas? Czyżby ruszyła budowa kolejki gondolowej?
Wesoło zrobiło się dopiero w hotelu, gdy okazało się, że pokój zarezerwowany w maju jest zajęty jeszcze przez jeden dzień. Ktoś miał dylemat - czy tamtym kazać się spakować i przenieść ich do innego pokoju, czy też nam kazać spędzić jedną noc na walizkach.
Pokój 305 - z widokiem na komin... I to nie koniec niespodzianek - w TV jest tylko TVP1 i 2 oraz trzy kanały niemieckie. Absolutny brak Polsatu, który był (pamiętam, że oglądałam wszystkie powtórki gier prowadzonych przez Ibisza). A za parę dni finały Ligi Światowej. Rewelacja...
Chciałam odtworzyć to co robiłam każdego dnia, ale zrezygnowałam. W zamian - garść spostrzeżeń.
1)Mamy pewien problem z rozumieniem tekstu pisanego. Tabliczki, żeby nie wynosić jedzenia są przez część polskich turystów nagminnie ignorowane. Ale za to niektórzy niemieccy turyści mają problem z pismem obrazkowym - pewna para nijak nie potrafiła rozszyfrować znaczenia naklejki z przekreślonym psem na drzwiach. Wnoszę to po tym, że na posiłki do restauracji przychodzili z ...psem(!). Co ciekawe, tylko jeden kelner zwrócił im uwagę (nie żeby się przejęli...). Jestem bardzo ciekawa, czy w Niemczech ci państwo także zabraliby swego czworonoga do restauracji?
2)Szwedzki stół a raczej jego namiastka. W hotelu, w którym mieszkałam (Malachit) z roku na rok jest ciężej ze śniadaniem. Posiłek zaczyna się o 8 i trwa do 10. Gdy przychodziłam około 8:30 widziałam jedno, wielkie pobojowisko. Bułek mało(no ale jak inni wynoszą...bo gdy wynosiciele wyjechali, sytuacja uległa poprawie), po kilku plastrach łososia nie ma śladu(chyba, że liczyć tacę, na której leżał). Jedyne na co zawsze można liczyć to a)surowa papryka b)ogórek c)twarożek - tych rzeczy NIGDY nie zabrakło.
3)Krótki przewodnik po turystach. Jeśli są na rowerach i w kaskach to duża szansa, że będą to Czesi. Starsi ludzie z kijkami? Najczęściej Niemcy, ale i spotkałam sporo Polaków. Wożą tyłki autami wszędzie, gdzie się da? Polacy. Najgorsze co można zrobić, to wybrać się na wycieczkę w niedzielę. Raz, że trzeba uważać na taksówki kursujące na Stóg Izerski(!) to jeszcze na w/w "autoturystów". Szczególne pozdrowienia dla pana z rodziną, który to postanowił wśród szczytów zjeść obiad. To małe dziecko można było wnieść w nosidełku. A że pan wjechał ładną Toyotą Avensis, zgaduję, że na nosidełko pana stać.
4)Omijać szlaki gdy jest sezon na jagody. Zbieracze ostatnio się zorganizowali i nie znoszą już ciężkich wiader. Są zwożeni autami... Czy wspominałam, że droga jest zamknięta dla ruchu?
5)Powszechny boom budowlany. Nie wiem czy to za sprawą Euro 2012 czy też spowodowała to budowa kolejki gondolowej, ale sporo budynków, które chyliły się ku ruinie, albo których budowa kiedyś utknęła w martwym punkcie, jest teraz na gwałt zmieniana w małe cudeńka architektoniczne. Albo ma Świeradów ambicję by dorównać popularnością Szklarskiej Porębie, od której dzieli go tylko 20 km.
6)Imprezy. Nie ma co, coś drgnęło. Niemalże codziennie w Pijalni odbywały się koncerty muzyki poważnej. Darmowe bądź płatne (30 zł za bilet to chyba jednak trochę sporo...). Poza tym jet też Świeradów gospodarzem paru imprez kolarskich (kiedyś na pewno Skoda MTB, teraz bodajże Bike Action). Ciekawostka - nie ma tu chyba ŻADNEGO sklepu, gdzie można by zaopatrzyć się w akcesoria rowerowe, jak choćby dętka. Najbliższy sklep - w Szklarskiej...
7)Auta. Z roku na rok, kierowcy wydają się być bardziej uważni i kurtuazyjni w stosunku do rowerzystów, za co Wam chwała. Ale głupków wciąż trzeba się strzec.
Magiczna data. Jedni, wierząc w magiczną moc siódemek, planowali ślub już od miesięcy. Inni, co też planowali, w ostatniej chwili rezygnowali, stwierdzając, że "kosy" w dacie ślubu to jednak zły omen. Stanu cywilnego tego dnia nie zmieniałam. Zaczynał się mój wyjazd w góry. Było pochmurno, temperatura raczej średnia. Droga minęła spokojnie.
Hmm, Czyta góra przede mną to Stóg Izerski? Dach czerwony jest, wieża meteo też....ale co to za goły pas? Czyżby ruszyła budowa kolejki gondolowej?
Wesoło zrobiło się dopiero w hotelu, gdy okazało się, że pokój zarezerwowany w maju jest zajęty jeszcze przez jeden dzień. Ktoś miał dylemat - czy tamtym kazać się spakować i przenieść ich do innego pokoju, czy też nam kazać spędzić jedną noc na walizkach.
Pokój 305 - z widokiem na komin... I to nie koniec niespodzianek - w TV jest tylko TVP1 i 2 oraz trzy kanały niemieckie. Absolutny brak Polsatu, który był (pamiętam, że oglądałam wszystkie powtórki gier prowadzonych przez Ibisza). A za parę dni finały Ligi Światowej. Rewelacja...
Chciałam odtworzyć to co robiłam każdego dnia, ale zrezygnowałam. W zamian - garść spostrzeżeń.
1)Mamy pewien problem z rozumieniem tekstu pisanego. Tabliczki, żeby nie wynosić jedzenia są przez część polskich turystów nagminnie ignorowane. Ale za to niektórzy niemieccy turyści mają problem z pismem obrazkowym - pewna para nijak nie potrafiła rozszyfrować znaczenia naklejki z przekreślonym psem na drzwiach. Wnoszę to po tym, że na posiłki do restauracji przychodzili z ...psem(!). Co ciekawe, tylko jeden kelner zwrócił im uwagę (nie żeby się przejęli...). Jestem bardzo ciekawa, czy w Niemczech ci państwo także zabraliby swego czworonoga do restauracji?
2)Szwedzki stół a raczej jego namiastka. W hotelu, w którym mieszkałam (Malachit) z roku na rok jest ciężej ze śniadaniem. Posiłek zaczyna się o 8 i trwa do 10. Gdy przychodziłam około 8:30 widziałam jedno, wielkie pobojowisko. Bułek mało(no ale jak inni wynoszą...bo gdy wynosiciele wyjechali, sytuacja uległa poprawie), po kilku plastrach łososia nie ma śladu(chyba, że liczyć tacę, na której leżał). Jedyne na co zawsze można liczyć to a)surowa papryka b)ogórek c)twarożek - tych rzeczy NIGDY nie zabrakło.
3)Krótki przewodnik po turystach. Jeśli są na rowerach i w kaskach to duża szansa, że będą to Czesi. Starsi ludzie z kijkami? Najczęściej Niemcy, ale i spotkałam sporo Polaków. Wożą tyłki autami wszędzie, gdzie się da? Polacy. Najgorsze co można zrobić, to wybrać się na wycieczkę w niedzielę. Raz, że trzeba uważać na taksówki kursujące na Stóg Izerski(!) to jeszcze na w/w "autoturystów". Szczególne pozdrowienia dla pana z rodziną, który to postanowił wśród szczytów zjeść obiad. To małe dziecko można było wnieść w nosidełku. A że pan wjechał ładną Toyotą Avensis, zgaduję, że na nosidełko pana stać.
4)Omijać szlaki gdy jest sezon na jagody. Zbieracze ostatnio się zorganizowali i nie znoszą już ciężkich wiader. Są zwożeni autami... Czy wspominałam, że droga jest zamknięta dla ruchu?
5)Powszechny boom budowlany. Nie wiem czy to za sprawą Euro 2012 czy też spowodowała to budowa kolejki gondolowej, ale sporo budynków, które chyliły się ku ruinie, albo których budowa kiedyś utknęła w martwym punkcie, jest teraz na gwałt zmieniana w małe cudeńka architektoniczne. Albo ma Świeradów ambicję by dorównać popularnością Szklarskiej Porębie, od której dzieli go tylko 20 km.
6)Imprezy. Nie ma co, coś drgnęło. Niemalże codziennie w Pijalni odbywały się koncerty muzyki poważnej. Darmowe bądź płatne (30 zł za bilet to chyba jednak trochę sporo...). Poza tym jet też Świeradów gospodarzem paru imprez kolarskich (kiedyś na pewno Skoda MTB, teraz bodajże Bike Action). Ciekawostka - nie ma tu chyba ŻADNEGO sklepu, gdzie można by zaopatrzyć się w akcesoria rowerowe, jak choćby dętka. Najbliższy sklep - w Szklarskiej...
7)Auta. Z roku na rok, kierowcy wydają się być bardziej uważni i kurtuazyjni w stosunku do rowerzystów, za co Wam chwała. Ale głupków wciąż trzeba się strzec.
Etykiety:
Hotel Malachit,
Interferie,
Stóg Izerski,
Szklarska Poręba,
Świeradów Zdrój,
wakacje
Subskrybuj:
Posty (Atom)