Tydzień minął, zatem mam już dystans do tego co było.
I garść spostrzeżeń.
Panowie, słuchajcie mnie proszę uważnie, a nuż napiszę coś co może się Wam przyda w przyszłości!
Wiadomo nie od dziś, że masowe imprezy rodzinne to świetne miejsce by także poznać znajomych państwa młodych.
To jak już się będziecie w tańcu zapoznawać jedna prośba, nie przybliżajcie twarzy do twarzy tej drugiej osoby. Trzymajcie twarz na dystans. Na jaki? Polecam metodę "na sowę", czyli kiedy nagle zaczynacie zezować na tę drugą osobę to znak, że jesteście za blisko!
Niektórym zezowanie naprawdę przeszkadza...
Odczuwam dyskomfort gdy widzę twarz partnera zredukowaną do jednego oka. Jak chcę się pośmiać ze śmiesznego wyglądu to idę do gabinetu luster.
A od ciągłego odsuwania się można nabawić się bólu karku.
Dwudniowego.
Zatem, trzymajcie dystans! A jeśli chcecie się przytulic to nie czółko do czółka tylko policzek do policzka jeśli już!
I żadnego uwieszania się na partnerce. Wierzę, że ci co wyżsi mają problem natury takiej, że muszą się mocno składać nad partnerką, ale... kochani, jak powiedzieliście "a" i wystartowaliście do niskiej dziewczyny to trzymajcie fason!
Ręce.
Mimo wszystko nie wypada badać wypukłości tylnych przy pierwszym czy drugim tańcu.
Szczególnie kiedy na schodach stoją dzieci.
Kojarzycie sceny z filmów, kiedy to bardzo-uwodzicielski-mężczyzna dotyka policzka kobiety i przesuwa po nim palcem w sposób-ultra-uwodzicielski a panna patrzy na niego pełnym uwielbienia wzrokiem?
Jeśli nie masz hipnotyzującego spojrzenia Johnnego Deppa a panna ma wiedźmowate poczucie humoru możesz usłyszeć, żebyś nie ścierał jej makijażu.
Uwaga! Bo to co robicie potem może mieć wpływ na dalszy przebieg zabawy!
Jeśli sympatycznie roześmiejecie się i natychmiast zabierzecie rękę dodając jakiś uroczy komplement (choć nie jest to wymagane) to zabawa będzie trwać dalej.
Jeśli z kolei walniecie tyradę "Jaki makijaż! Przecież najważniejsze to co w sercu bla bla bla" to... może być różnie.
Oczywiście, w pełni zgadzam się z twierdzeniem, że piękno jest niewidoczne dla oczu, albo, że jest w oku patrzącego itede itepe. Ale kiedy jest się na imprezie o podwyższonej randze (czyt. wesele) i spędziło się masę czasu na dopracowaniu czy to fryzury czy to makijażu to taka uwaga może podziałać jak płachta na byka. Tym bardziej, że od razu nasuwa pytanie, czy delikwent podszedł bo dojrzał "piękno mego serca" (nie wnikam jak je dojrzał jak mnie nie zna, a i dekolt nie był też zbyt głęboki by miał je dojrzeć dosłownie) czy jednak dlatego, że miałam makijażem podkreśloną głębię swego hipnotyzującego zielonego spojrzenia.
A, komplementy typu "masz piękne oczy/usta/uszy/wstaw-część-twarzy-bądź-ciała" z pewnością bywają prawdziwe. Ale trzeba je umieć powiedzieć (pomijam tu wypadki jak wmawianie mi, że "mam zniewalające błękitne spojrzenie"), chodzi o efekt, bo jakby nie patrzeć, są to frazy tak wyświechtane, że już bardziej nie można. Oryginalność Panowie, oryginalność!
A może by tak powiedzieć, że kiedy się śmiejesz to masz takie wesołe iskierki w oczach, że chcę cię cały czas rozśmieszać by je widzieć.
No dobra, może trochę wydumane, ale chociaż mam to wrażenie, że się odrobinę wysilił.
I rzecz ostatnia, całowanie.
Jeśli partnerka będzie po namiętnym pocałunku zastanawiała się gdzie te zostawiła chusteczkę, żeby obetrzeć twarz to jest źle.
Ślina śmierdzi, nie oszukujmy się.
Ślina palacza tym bardziej, zatem na czas całowania zero palenia!
Jeśli partnerka zapowiada, że nie zostaje do końca zabawy z przyczyn takich jak zmęczenie chociażby, należy to uszanować. Oczywiście należy spytać się czy życzyłaby sobie kolejnego spotkania i wymienić się numerami telefonu. W żadnym wypadku nie należy uderzać w dramatyczny ton, że "więcej się nie zobaczymy, zostań!" albo co, bo można usłyszeć w odpowiedzi, że za to jakie wspomnienia piękne zostaną. Strzelenia focha po tej uwadze jest absolutnie zakazane bo wskazuje na totalny brak poczucia humoru i zastanawia partnerkę czy aby na pewno z partnerem wszystko dobrze, bo od czego są telefony?
Na koniec, parę uwag odnośnie powrotu.
Niektórzy miewają chorobę lokomocyjną i całą drogę modlą się tylko o to by wysiąść z metalowej puszki.
Osoba taka, gdy już wysiądzie, oddycha głęboko i dochodzi do siebie.
Nawet nie ważcie się próbować jej wtedy całować w cokolwiek innego jak policzek! A najlepiej w ogóle nie próbujcie.
Tyle spostrzeżeń.
A sama impreza była rewelacyjna!
niedziela, 26 października 2008
niedziela, 19 października 2008
Strachy na lachy
Martwię się o swoją młodziutką uczennicę.
Najpierw czytałam z nią specjalnie dostosowaną do jej wieku "Legendę Sleepy Hollow" (czyli "Jeźdźca bez głowy"), potem bajkę o Ripie Van Winkle by okrasić to jedną krótką historyjką o duchach.
Ostatnio dostała zadanie by opisać swoje wymarzone przyjęcie urodzinowe.
Na ścianach plastikowe nietoperze i czarno białe balony, upiorna muzyka i takowe tańce, lektura strasznych opowieści i na koniec projekcja horrorów.
Mam czuć się winna?
Najpierw czytałam z nią specjalnie dostosowaną do jej wieku "Legendę Sleepy Hollow" (czyli "Jeźdźca bez głowy"), potem bajkę o Ripie Van Winkle by okrasić to jedną krótką historyjką o duchach.
Ostatnio dostała zadanie by opisać swoje wymarzone przyjęcie urodzinowe.
Na ścianach plastikowe nietoperze i czarno białe balony, upiorna muzyka i takowe tańce, lektura strasznych opowieści i na koniec projekcja horrorów.
Mam czuć się winna?
czwartek, 16 października 2008
Po wieczorku
Wieczór panieński za mną.
To była intensywna sobota, najpierw spotkanie ze znajomymi (i rozpustne desery w Cacao Republice, pozdrawiam tych co byli i tych co być chcieli, a z różnych względów nie mogli) a potem bieg do jaja na początek imprezy.
I tak byłam ostatnia.
Ale za to jaka ważna(?) bo to ja miałam prezenty.
Przynajmniej ich część.
Książka się podobała, album też, co cieszy tym bardziej, że jednak trochę czasu zabrało mi przygotowanie go.
Tekst jak tekst, ale dobór zdjęć... rety, ileż dziwnych rzeczy można znaleźć w Internecie!
Szczególnie jak wyłączy się filtr "safe search". Odnoszę wrażenie, że porno zdjęcia można znaleźć przy absolutnie każdym słowie.
W każdym razie z jaja przeniosłyśmy się do klubu, gdzie w najlepsze trwał już ... wieczór kawalerski.
Najpierw pomyślałam, że było zabawnie połączyć te dwie imprezy, ale gdy wodzirej kawalerów przyszedł do nas z Edytą (dmuchaną lalą) postanowiłam to przemyśleć.
A myślałam przy mojito (moja lekko już zmęczona głowa wysyłała ciche dźwięki ostrzegawcze, ale mojito okazało się być dość łagodne dla mnie), toast i kolejny drink.
Najpierw zwinął mi się żołądek gdy zobaczyłam, że do szklanki, gdzie był już alkohol i jakiś sok dolano mi mleka, wstrząśnięto tym i dorzucono płatki róż.
Głowa mocno krzyczała, ale barman zapewniał, że to dobre.
Faktycznie.
Młoteczki w głowie też się uspokoiły.
Tylko dlaczego potem poszłyśmy szukać przyszłych tudzież obecnych mężów?
Znalazłyśmy ich, ale...po co to nie wiem.
A teraz przygotowania do ślubu/wesela.
Prezent jest, nawet zapakowany, kartka też jest, przeze mnie już podpisana, a co!
Suknia wisi i się prostuje, wciąż mam nadzieję, że nie będę musiała poprawiać tego co zmajstruje mi fryzjerka, a że nie ma zbyt wielkiego pola do popisu, bo ma mnie tylko uczesać, to pocieszam się, że nie będzie źle.
Tyle nerwów, tyle zachodu...
Co to byłoby gdyby to był mój ślub?
Choć, może byłoby wtedy spokojniej bo nie musiałabym się na nikogo oglądać, tylko robiłabym po swojemu.
A tak to pytam tych tamtych i nagle się okazuje, że ktoś czegoś nie doczytał, nie sprawdził i klops.
Szlag może trafić na miejscu.
Mam wreszcie gdzie ukoić(?) nerwy(??).
Jestem po pierwszej lekcji włoskiego.
Jak to miło, gdy miła pani, widząc mnie pierwszy raz na oczy już wie kim jestem i ma dla mnie od razu umowę.
No tak, ona prowadzi zajęcia a na pierwszych nie było tylko mnie.
Dedukcja Watsonie!
Myślałam, że ucieknę, jak usłyszałam mówiącą ją po włosku.
Szybko swobodnie, zupełnie jakby nigdy nie przełączyła się z polskiego.
I nawet miała tę specyficzną chrypkę często słyszaną u Włoszek (podejrzewam, że to od tego ciągłego krzyczenia ją mają, też taką chcę! od razu inna melodia z taką chrypką!).
W szoku stwierdziłam, że chyba też powinnam przenieść się do grupy o niższym poziomie, gdzie zaczynają od "mi chiamo" i rodzajników.
Po chwili jednak mój dekoder zastartował (nie był używany od pamiętnego majowego egzaminu) i odetchnęłam z ulgą.
Wciąż mam opóźnienia w translacji, ale rozumiem co do mnie mówią.
Gorzej gdy sama mam odpowiedzieć, gula w gardle i nerwowe przeglądanie końcówek.
Zabawne, jak ośrodek mowy jest źle połączony z ośrodkiem pamięci.
Gdy słucham innych nie mam absolutnie problemów przy przypomnieć sobie cokolwiek.
Ośrodek słuchu najwyraźniej łączy się na skróty.
W każdym razie trafiłam na swoją grupę i uroczyście ogłaszam kontynuację przygody z włoskim.
Od przyszłego tygodnia wracam na jogę.
Koniec wymówek.
Virasano, nadchodzę i skopię ci tyłek!
O ile będę w stanie.
To była intensywna sobota, najpierw spotkanie ze znajomymi (i rozpustne desery w Cacao Republice, pozdrawiam tych co byli i tych co być chcieli, a z różnych względów nie mogli) a potem bieg do jaja na początek imprezy.
I tak byłam ostatnia.
Ale za to jaka ważna(?) bo to ja miałam prezenty.
Przynajmniej ich część.
Książka się podobała, album też, co cieszy tym bardziej, że jednak trochę czasu zabrało mi przygotowanie go.
Tekst jak tekst, ale dobór zdjęć... rety, ileż dziwnych rzeczy można znaleźć w Internecie!
Szczególnie jak wyłączy się filtr "safe search". Odnoszę wrażenie, że porno zdjęcia można znaleźć przy absolutnie każdym słowie.
W każdym razie z jaja przeniosłyśmy się do klubu, gdzie w najlepsze trwał już ... wieczór kawalerski.
Najpierw pomyślałam, że było zabawnie połączyć te dwie imprezy, ale gdy wodzirej kawalerów przyszedł do nas z Edytą (dmuchaną lalą) postanowiłam to przemyśleć.
A myślałam przy mojito (moja lekko już zmęczona głowa wysyłała ciche dźwięki ostrzegawcze, ale mojito okazało się być dość łagodne dla mnie), toast i kolejny drink.
Najpierw zwinął mi się żołądek gdy zobaczyłam, że do szklanki, gdzie był już alkohol i jakiś sok dolano mi mleka, wstrząśnięto tym i dorzucono płatki róż.
Głowa mocno krzyczała, ale barman zapewniał, że to dobre.
Faktycznie.
Młoteczki w głowie też się uspokoiły.
Tylko dlaczego potem poszłyśmy szukać przyszłych tudzież obecnych mężów?
Znalazłyśmy ich, ale...po co to nie wiem.
A teraz przygotowania do ślubu/wesela.
Prezent jest, nawet zapakowany, kartka też jest, przeze mnie już podpisana, a co!
Suknia wisi i się prostuje, wciąż mam nadzieję, że nie będę musiała poprawiać tego co zmajstruje mi fryzjerka, a że nie ma zbyt wielkiego pola do popisu, bo ma mnie tylko uczesać, to pocieszam się, że nie będzie źle.
Tyle nerwów, tyle zachodu...
Co to byłoby gdyby to był mój ślub?
Choć, może byłoby wtedy spokojniej bo nie musiałabym się na nikogo oglądać, tylko robiłabym po swojemu.
A tak to pytam tych tamtych i nagle się okazuje, że ktoś czegoś nie doczytał, nie sprawdził i klops.
Szlag może trafić na miejscu.
Mam wreszcie gdzie ukoić(?) nerwy(??).
Jestem po pierwszej lekcji włoskiego.
Jak to miło, gdy miła pani, widząc mnie pierwszy raz na oczy już wie kim jestem i ma dla mnie od razu umowę.
No tak, ona prowadzi zajęcia a na pierwszych nie było tylko mnie.
Dedukcja Watsonie!
Myślałam, że ucieknę, jak usłyszałam mówiącą ją po włosku.
Szybko swobodnie, zupełnie jakby nigdy nie przełączyła się z polskiego.
I nawet miała tę specyficzną chrypkę często słyszaną u Włoszek (podejrzewam, że to od tego ciągłego krzyczenia ją mają, też taką chcę! od razu inna melodia z taką chrypką!).
W szoku stwierdziłam, że chyba też powinnam przenieść się do grupy o niższym poziomie, gdzie zaczynają od "mi chiamo" i rodzajników.
Po chwili jednak mój dekoder zastartował (nie był używany od pamiętnego majowego egzaminu) i odetchnęłam z ulgą.
Wciąż mam opóźnienia w translacji, ale rozumiem co do mnie mówią.
Gorzej gdy sama mam odpowiedzieć, gula w gardle i nerwowe przeglądanie końcówek.
Zabawne, jak ośrodek mowy jest źle połączony z ośrodkiem pamięci.
Gdy słucham innych nie mam absolutnie problemów przy przypomnieć sobie cokolwiek.
Ośrodek słuchu najwyraźniej łączy się na skróty.
W każdym razie trafiłam na swoją grupę i uroczyście ogłaszam kontynuację przygody z włoskim.
Od przyszłego tygodnia wracam na jogę.
Koniec wymówek.
Virasano, nadchodzę i skopię ci tyłek!
O ile będę w stanie.
piątek, 10 października 2008
And all that... sex?
Poniższy wpis będzie w całości albo w znacznym stopniu poświęcony temu bardziej fizycznemu aspektowi życia, zatem Ci z Was, którzy nie mają ochoty o tym czytać, mają jeszcze okazję przenieść się gdziekolwiek.
Ostatni dzwonek.
Jeśli wciąż tu jesteś, to znaczy, że chcesz.
No dobra.
Co może być dobrym prezentem na wieczór panieński?
Jakikolwiek drobiazg w wydaniu fallicznym?
Z pewnością.
Fikuśna bielizna, którą należy zakładać z instrukcją obsługi?
Może zdać egzamin.
Instrukcja obsługi czyli jakakolwiek Kamasutra albo inne techniki masażu, które doprowadzą to drugie na szczyty rozkoszy?
To się przyda.
Kupiłam ilustrowany przewodnik po wybranych pozycjach. Ładnie i schludnie wydana książeczka, estetyczne zdjęcia.
Wygląda ok.
Musiałam przejrzeć tę książkę.
Wiedzy nigdy za wiele prawda?
Napis informujący o 52 pozycjach jest trochę na wyrost (raczej kilka podstawowych a potem wariacje), ale opisy ciekawe.
I tak przy "Garbie Wielbłąda", czy też może "Krowie na wypasie", ups, nie, to nie było tak, ale na pewno było coś z krową w tytule, opis dał mi trochę do myślenia.
Partnerka po prostu wypina się do partnera a ten "ma ekscytujący widok jej narządów płciowych".
O cholera.
Postanowiłam spytać o to pewnego znajomego. Uroczy facet, który potrafi rozprawiać o seksie ze swadą i z aż zadziwiającą lekkością. Stwierdził, że opis prawdę rzecze i spytał od razu czy mnie nie podnieca widok nagiego mężczyzny. No jasne, ale jakby mi tak majtał się specjalnie przed oczami to nie wiem czy moje podniecenie nie uszłoby ze mnie jak powietrze z przekłutego balonu. To usłyszałam, że to pewnie dlatego, bo my kobiety mamy ładniejsze narządy.
Co innego mogłam zrobić jak tylko się zgodzić?
Męski umysł to zagadka.
Niby mężczyzna to istota prosta w obsłudze bo przecież wiadomo o czym myślą co, zapomniałam, 30 sekund? Na pewno było to dość często...
Ale sposób w jaki o tym myślą zdumiewa mnie niezmiernie.
Przyszło mi do głowy, że hentaje albo inne filmiki "przyrodnicze" czynią jednak trochę szkody w ich sposobie postrzegania kobiety.
Panowie, gładziutkie to są młode dziewczynki i radzę to zapamiętać.
Albo widok kochających się dwóch tudzież większej liczby kobiet.
Bo to niby zawsze widok ładniejszy no i w myśl przysłowia, że dwie głowy to nie to co jedna... to i dwie kobiety to nie to co jedna.
Albo jakoś tak.
W pewnym momencie naszej rozmowy zrobiło mi się trochę przykro bo pomyślałam, że oto za każdym razem, gdy jakiś mężczyzna spogląda na mnie "tym spojrzeniem" to redukuje mnie do dwóch gruczołów i jednego wejścia do kanału.
Gdzie tu miejsce na ciekawą osobowość?
Może jednak była to myśl zbyt pochopna, bo chociaż sposób w jaki mężczyźni myślą o seksie, jest zupełnie poza moimi zdolnościami pojmowania, to jednak jest coś, co powoduje, że wszystkie te dziwactwa idą w niepamięć.
Pełne uwielbienia spojrzenie, nawet jeśli tu mam za mało, tam za dużo, a tam to w ogóle coś mi wyskoczyło.
Chyba tylko dzięki niemu, my kobiety nie popadamy w zupełny obłęd w dążeniu do doskonałości naszych ciał.
Potraficie ukochać nasze wady jak nikt inny.
Zatem...kochajcie nas.
Takimi jakie jesteśmy.
Ostatni dzwonek.
Jeśli wciąż tu jesteś, to znaczy, że chcesz.
No dobra.
Co może być dobrym prezentem na wieczór panieński?
Jakikolwiek drobiazg w wydaniu fallicznym?
Z pewnością.
Fikuśna bielizna, którą należy zakładać z instrukcją obsługi?
Może zdać egzamin.
Instrukcja obsługi czyli jakakolwiek Kamasutra albo inne techniki masażu, które doprowadzą to drugie na szczyty rozkoszy?
To się przyda.
Kupiłam ilustrowany przewodnik po wybranych pozycjach. Ładnie i schludnie wydana książeczka, estetyczne zdjęcia.
Wygląda ok.
Musiałam przejrzeć tę książkę.
Wiedzy nigdy za wiele prawda?
Napis informujący o 52 pozycjach jest trochę na wyrost (raczej kilka podstawowych a potem wariacje), ale opisy ciekawe.
I tak przy "Garbie Wielbłąda", czy też może "Krowie na wypasie", ups, nie, to nie było tak, ale na pewno było coś z krową w tytule, opis dał mi trochę do myślenia.
Partnerka po prostu wypina się do partnera a ten "ma ekscytujący widok jej narządów płciowych".
O cholera.
Postanowiłam spytać o to pewnego znajomego. Uroczy facet, który potrafi rozprawiać o seksie ze swadą i z aż zadziwiającą lekkością. Stwierdził, że opis prawdę rzecze i spytał od razu czy mnie nie podnieca widok nagiego mężczyzny. No jasne, ale jakby mi tak majtał się specjalnie przed oczami to nie wiem czy moje podniecenie nie uszłoby ze mnie jak powietrze z przekłutego balonu. To usłyszałam, że to pewnie dlatego, bo my kobiety mamy ładniejsze narządy.
Co innego mogłam zrobić jak tylko się zgodzić?
Męski umysł to zagadka.
Niby mężczyzna to istota prosta w obsłudze bo przecież wiadomo o czym myślą co, zapomniałam, 30 sekund? Na pewno było to dość często...
Ale sposób w jaki o tym myślą zdumiewa mnie niezmiernie.
Przyszło mi do głowy, że hentaje albo inne filmiki "przyrodnicze" czynią jednak trochę szkody w ich sposobie postrzegania kobiety.
Panowie, gładziutkie to są młode dziewczynki i radzę to zapamiętać.
Albo widok kochających się dwóch tudzież większej liczby kobiet.
Bo to niby zawsze widok ładniejszy no i w myśl przysłowia, że dwie głowy to nie to co jedna... to i dwie kobiety to nie to co jedna.
Albo jakoś tak.
W pewnym momencie naszej rozmowy zrobiło mi się trochę przykro bo pomyślałam, że oto za każdym razem, gdy jakiś mężczyzna spogląda na mnie "tym spojrzeniem" to redukuje mnie do dwóch gruczołów i jednego wejścia do kanału.
Gdzie tu miejsce na ciekawą osobowość?
Może jednak była to myśl zbyt pochopna, bo chociaż sposób w jaki mężczyźni myślą o seksie, jest zupełnie poza moimi zdolnościami pojmowania, to jednak jest coś, co powoduje, że wszystkie te dziwactwa idą w niepamięć.
Pełne uwielbienia spojrzenie, nawet jeśli tu mam za mało, tam za dużo, a tam to w ogóle coś mi wyskoczyło.
Chyba tylko dzięki niemu, my kobiety nie popadamy w zupełny obłęd w dążeniu do doskonałości naszych ciał.
Potraficie ukochać nasze wady jak nikt inny.
Zatem...kochajcie nas.
Takimi jakie jesteśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)