Po co się chodzi na koncerty?
Żeby posłuchać muzyki na żywo (zdecydowanie), żeby spotkać się z innymi fanami zespołu (opcjonalnie), żeby potańczyć (?).
Gdy szłam na koncert Much w klubie Blue Note, myślałam, że sobie potańczę, ale tak się nie stało. Ludzie wokół mnie nie mieli jakoś ochoty, a sama nie czułam się na siłach, by rozpalać gorączkę tłumu i tylko podrygiwałam do rytmu.
Teraz, gdy szłam do tego samego klubu na koncert zespołu Samokhin Band myślałam, że będzie inaczej. Choć pani sprzedająca mi bilet zasugerowała, że będzie dużo stolików i znalezienie miejsca do tańca może nie być tak prostym zadaniem.
Ale przecież kiedy publika tylko usłyszy te dźwięki, to się sama poderwie!
Tak myślałam...
Trudna sprawa z tym podrywaniem się.
Na pewno się publika kołysała, siedząc przy swoich stoliczkach. Obserwowałam ją zaskoczona. No bo jak można usiedzieć przy tej muzyce? Ledwo sama mogłam ustać w miejscu, cały czas albo przytupywałam, albo się kołysałam.
Na szczęście pod koniec duch w narodzie się odezwał i parę osób ruszyło na środek, a ja z nimi.
Za to po koncercie mogłam zatańczyć salsę. Z 3/8 zespołu.
Moje postanowienie noworoczne - rozruszać się. Zatem Drodzy Panowie, jak następnym razem wpadniecie do Poznania na koncert, to dopiero pokażemy wszystkim na parkiecie gdzie ich miejsce, a co!
sobota, 9 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz