"Imperium zmysłów"
Wystawa artystów z Katedry Intermediów ASP w Poznaniu.
http://www.starybrowar.pl/sztuka/imperiumzmyslow
Tytuł przywodzi na myśl skandalizujący film Nagisy Oshimy, ale to "tylko" tytuł wystawy Katedry Intermediów poznańskiej ASP.
Moja współlokatorka, studentka ASP zaciągnęła mnie na to. Ona nie jest z intermediów, po prostu miała jakieś swoje sprawy do załatwienia tam.
Załapałam się na część prelekcji.
Wreszcie, wystawę uważam za otwartą...
Co to za cholerny hałas na schodach? Kroją tę babę, czy tylko obdzierają ją ze skóry? Mam ochotę zerwać głośnik i skakać po nim, byle uciszyć te irytujące dźwięki.
Pierwsze pomieszczenie, pierwszy eksponat - wielki szkic. Niby to erotyczny, ale jeszcze nie pornograficzny, bo to wszystko miękką kreską, niby przez dziecię proste i niewinne malowane. Jeśli moje dziecko zaczęłoby coś takiego rysować (gdy byłoby jeszcze w wieku przed "uświadomieniem") uważnie przyjrzałabym się jego lekturom ewentualnie programom telewizyjnym, które ogląda...
A potem...stojak z kieliszkami wina. Od jego zapachu aż zakręciło mi się w głowie... Pewnie każdemu (laikowi) na ten widok przebiegły przez myśl dwa pytania
- czy ktoś miałby coś przeciw, jakby sobie jedne kieliszek łyknąć?
- dlaczego nikt nie domył kieliszków?!
Następna instalacja miała w tytule las. Na trzech ekranach były wyświetlane filmy przyrodnicze. Hmm. A nie lepiej włączyć sobie Animal Planet i "Najzabawniejsze Zwierzęta Świata"? Albo National Geographic HD? Skoro już mam oglądać pasącego się strusia, to niech chociaż widzę także pchły biegającego w jego krótkiej eee sierści, pierzu?
Z innych ciekawostek to należy wymienić prezentację, gdzie ekran wypełniał pomidor (albo dynia, zdania są podzielone) leżący na nagim brzuchu i poruszający w rytm oddechu kobiety. Niestety nie znalazłam opisu, co to miało oznaczać.
Kolejną ciekawostką był układ kół zębatych. Zaraz na myśl przyszły mi zabaweczki z Syberii. Fajne to było. Ale jak poczytałam, że jest to alegoria zdobywania wiedzy, gdzie uczeń jest wepchnięty w tryby maszyny, pomyślałam z przekąsem, że z głośników powinno jeszcze lecieć "Another Brick in the Wall part 2" Pink Floyd, z pamiętnym refrenem "We don't need no education". Ale może wtedy to byłoby zbyt dosłowne...?
Kolejna ciekawostka - impresje z pobytu w Stanach. Instalacja wideo - chłopak wchodzi na wzgórze, strzela i schodzi. Napisy końcowe.
Przynajmniej krótkie.
Zaintrygowała mnie prezentacja, gdzie nagrane studentki czytały poezję Michała Anioła. Szkoda, że nic nie było słychać, bo może robiły to w specyficzny sposób? Według opisu, każda czytała wiersz, który był dopasowany do jej charakteru a tak w ogóle to chodziło o bunt, że młode artystki są wciąż duszone niejako przez duchy wielkich artystów mężczyzn, jak choćby Michał Anioł.
Czasem żałowałam, że czytałam o o chodzi, bo owo tłumaczenie zupełnie rujnowało mi efekt. Nawet jeśli praca mi się spodobała, to gdy przeczytałam "co autor miał na myśli", odchodziłam, rozczarowana?, pełna zwątpienia? Z poczuciem, że przesadzają? Albo z czymś takim.
Jak przy zdjęciach z księdzem z perłami zamiast zębów, albo z gołębiem sterowanym zdalnie.
Mówi się, że najlepsze jest zawsze na końcu...wideo przedstawiające zabiedzonego chłopaka, który biczuje się, bo nie wykonał pracy zaliczeniowej. Horror.
Obawiam się, że długa droga przede mną, by zrozumieć Sztukę. Zacznę malutkimi kroczkami, bo przy dużych można się, jak widać, potknąć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz