Lubię książki Davida Mitchell'a. Pamiętam, że kiedyś przeczytałam, bodajże w "Newsweeku", recenzję "Snu_numer_9" i zaintrygowała mnie ta książka. Wszak, że przykładowy fragment udostępniony w księgarni internetowej trochę ostudził mój zapał, ale zaryzykowałam i kupiłam.
I nie żałowałam.
Do przygód młodego Mijakiego zagubionego w Tokio wracam często i chętnie. Fanstamagorie młodego chłopaka, zgadywanki co się naprawdę stało a co nie, no i przede wszystkim ciekawość, czy Eidżi odnajdzie ojca, powodują, że trudno mi się od niej oderwać.
Potem poznałam "Widmopis".
Chociaż "Widmopis" był napisany przed "Snem...", u nas został wydany później. 9 opowiadań, każde pozornie niezwiązane ze sobą, a jednak... jak jedna, wielka kosmiczna układanka, która nabiera sensu dopiero wtedy, gdy patrzy się na nią z dużej odległości. Zawsze zastanawiam się, czy młody saksofonista z jednego z opowiadań, to nie "pra-wcielenie" Mijakiego.
A potem, niesamowita książka-wahadło, jeden wielki fajerwerk stylistyczny, "Atlas Chmur". Każde opowiadanie dzieje się w innej epoce, każde z nich utrzymane w innej stylistyce.
Każde wciąga jak jasna cholera.
Najpierw poznaje się połowę historii, aż dojdzie się do końca czasu a potem, wahadło cofa się i poznaje się resztę, która, znowu!, zazębia się w tajemniczy sposób ze sobą, tworząc kosmiczny wzór.
I nagle czytam, że "Black Swan Green", czyli, właśnie "Konstelacje" mają opowiadać o nadwrażliwym chłopcu.
Nie lubię historii, których bohaterami są nieletni. Po prostu nie lubię i tyle.
Kupić, nie kupić?
To przecież Mitchell, do licha, kup!
Jason, owszem, ma bardzo wrażliwą duszę, ale i jest bystrym obserwatorem. Poza tym chce być popularny w szkole i ma typowe problemy dla dzieciaków w swoim wieku (choć nie pamiętam, czy całowałam się w wieku trzynastu lat, coś mi się wydaje, że jeszcze nie).
Może i czasem Jason wydaje się wygłaszać zbyt światłe sądy jak na tak młodego człowieka, ale nie zmienia to faktu, że "Konstelacje" naprawdę dobrze się czyta. Lubię u Mitchell'a to, że pojawiają się w jego kolejnych powieściach, bohaterowie z poprzednich. Tym razem nie jest inaczej. Niby takie nic, a jednak cieszy, pozwala wyczuć pewną kontynuację w twórczości pisarza, choć przecież każda książka jest o czymś innym(?).
Davidzie, czekam na następne!
niedziela, 9 grudnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz