wtorek, 7 czerwca 2011

Wampir z M3

Wampiry wciąż są na fali i to w każdej odmianie. Bez względu na to, czy są wyuzdanymi istotami z amerykańskiego Południa, czy miłymi acz nieco bezbarwnymi dzieciakami - wegetarianami ze skórą błyszczącą w słońcu.

„Wampir z M3” Andrzeja Pilipuka to próba odpowiedzenia na pytanie co by było, gdyby wampiry żyły w PRLu. Tak, tak. Istoty zazwyczaj utożsamiane z dekadencją i wyższymi sferami nagle zostały wciśnięte w siermiężne i szare lata 80. I prawdę mówiąc, już sam pomysł jest zabawny.

Oto Gosia, młoda uczennica, beznadziejne zakochana w Limahlu, która pewnego dnia budzi się jako wampirzyca. Na szczęście nie musi radzić sobie z tym stanem zupełnie sama. Warszawska Praga jest zamieszkana przez inne wampiry, które zawsze służą pomocą „nowym”. Silną stroną powieści jest opis praskiego półświatka z Bazaru Różyckiego, kiziorów, których nic nie zdziwi i na pewno mało co wystraszy. Doprawdy trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce dla rodzimych krwiopijców.

Pilipiuk nie przeprowadza zbyt wielkiej rewolucji, jego wampiry nie lubią krzyża ni czosnku, muszą pić ludzką krew (a nie zwierząt) i nie mają odbicia w lustrze. Czemu go nie mają? A tego nie wiadomo i tak naprawdę nikomu ta wiedza do szczęścia potrzebna nie jest. Żeby nie było zbyt łatwo, warszawscy krwiopijcy nie są nadnaturalnie silni, utracili większość swych nadprzyrodzonych zdolności, zatem żadnego zmieniania się w nietoperze nie uświadczymy. Jego wampiry próbują odnaleźć się w socjalistycznej rzeczywistości, wypełnić kolejny plan pięcioletni i głosić wyższość socjalizmu nad innymi ustrojami. Kombinują jak mogą, w końcu Polak, nawet jeśli wampir, potrafi! Mamy tu zatem wampira komunistę, wzorowego robotnika, istnego przodownika pracy, tokarza, który po latach spędzonych w zawodzie potrafi dorobić każdą część, ekscentrycznego naukowca i wielu innych. I Gosię, nastolatkę, która ma problemy typowe dla kogoś w swoim wieku, czyli chłopcy, rodzina i moda (choć problemy rodzinie są może jednak nieco mniej zwyczajne, w końcu nie na każdego nastolatka poluje niczym na zwierzynę łowną). Ale to tylko jedna strona medalu. Przecież w PRLu zabobony nie były mile widziane i były służby, które za wszelką cenę próbowały je zwalczyć. Z dość marnym skutkiem.

Powieść rozbita się na rozdziały, które łączą się dość swobodnie ze sobą. Moim faworytem jest rozdział z gościnnym występem egipskiej mumii. Pilipiuk bawi się konwencją i panującą modą na wampiry co rusz puszczając do czytelnika oko. Jest to sprawnie napisana komedia, którą czyta się jednym tchem. Można kręcić nosem, że niektóre z prezentowanych wampirów są takimi sierotami, że naprawdę nie wiadomo, jak zdołały przetrwać, można się czepiać, że tamte lata wyglądały nieco inaczej. Ale po co? To w końcu ma być lekka komedia i takim utworem „Wampir z M3” na pewno jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz