piątek, 27 maja 2011

Plastikowe ślicznoty

Szał panujący wokół premiery nowego "Wiedźmina" udzielił się także i mi. Choć nie pobiegłam od razu do sklepu po swój egzemplarz, to jednak śledziłam prasowe doniesienia.

Obejrzałam także sesję Triss w "Playboyu".

Patrząc na idealne, w całości wygenerowane komputerowo ciało, zaczęłam się zastanawiać, czy oto nie jest aby zwiastun przyszłości. Czy naprawdę jest aż tak duża różnica między sztuczną Triss, a żywymi modelkami, poprawionymi do granic możliwości Photoshopem? Co z tego, że te kobiety są z krwi i kości, a nie składają się tylko z ciągu zer i jedynek, jeśli ich ciała poddano tylu retuszom i poprawkom, że w ogóle mogą siebie nie przypominać? Skóra wygładzona, znamiona zamazane, biusty powiększone (w sumie niekoniecznie tylko Photoshopem), nogi wydłużone, talie wyszczuplone, brzuchy wypłaszczone, łona przeszczepione z lalek Barbie - idealnie bezwłose. I te jednakowe twarze o wzorowej symetrii, które choć piękne, nijak nie zapadają w pamięć.

Może w takim razie zupełnie sztuczne są lepsze? Nic im już nie trzeba poprawiać, bo przecież stworzono je idealnymi.

Gdy podzieliłam się tym z W., ten stwierdził, że żywe modelki jednak jeszcze długo będą brały udział w sesjach - choćby dlatego, że błyśnięcie nagą piersią może być przepustką do kariery. I są tańsze.
Zapewne tak długo będzie ten stan trwać, dopóki wygenerowanie sztucznych piękności na ekranie komputera będzie droższe od zorganizowania sesji.

Czyli chyba już niedługo?

6 komentarzy:

  1. Długo! Nadal najlepsze efekty specjalne uzyskuje się jak najmniej używając komputera.

    Np. scena z 3 części Piratów z Karaibów, walka dwóch okrętów w wirze wodnym była robiona przy pomocy pełnowymiarowych modeli pokładu dwóch okrętów ustawionych naprzeciw siebie i poruszanych siłownikami pneumatycznymi. W wielkim hangarze i za ogromne pieniądze. Tą walkę się pamięta, komputerowe efekty z nowej trylogii Gwiezdnych Wojen - nie. Reasumując, w filmach największy efekt daję połączenie jak największej ilości "realu" + pomoc komputera tam gdzie jest niezbędna.

    Powiedziałem Ci o jeszcze ważniejszej rzeczy. Do sesji fotograficznych Playboya przyciągają rozebrane gwiazdy. Prawdziwie gwiazdorskich postaci komputerowych nie ma dużo, "mięnosylikonowych" - cała masa.

    W.

    P.S. Mnie bardziej zastanawia kiedy zniknie z pierwszych planów wizerunek plastikowej, sztucznie cycatej, z ponaciąganą nienaturalnie gładką i błyszczącą skórą dziewoji.
    P.S.2 Playmates - czyli dziewczyny z sąsiedztwa. Nie od dziś wiadomo, że przeciętny mężczyzna tak naprawdę wolałby zobaczyć nagą sąsiadkę niż gwiazdę. W usa może, ale w Polsce sąsiadki nie są jeszcze cybernetyczne (bo Polki są zbyt ładne ;) ).

    OdpowiedzUsuń
  2. W. efekty specjalne w filmach akurat nie były na tapecie. Zgodzę się, że czasem nadmiar CGI wyraźnie produkcjom szkodzi.

    Gwiazdy przyciągają do sesji fotograficznych? Tylko jak często się one pokazują (najwyraźniej zbyt mało gwiazd rozpoznaję :torba: )? I nawet jeśli się pokażą, to Photoshopowa maszyna znowu idzie w ruch i znowu dostajesz plastikową laleczkę, tyle, że tym razem z rozpoznawalną (?) twarzą.

    Naturalność na zdjęciach odchodzi do lamusa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawia mnie idea nagiej sesji sztucznej kobiety... zastanawia mnie kondycja psychiczna tych, których takie zdjęcia *kaszl* podniecają... :/

    Co tam, powiedzmy, że jestem czepliwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Asiu, jesteś nad wyraz czepliwa. Kiedyś się malowało gołe panie i one podniecały. Później dopiero pojawiła się fotografia (którą zastępowały też rysunki, tylko droższe malowane przez... malarzy). Nowe możliwości, nowe laski.

    Kiedyś robiono retusz malując portrety, tego się nikt nie czepia, później pojawił się fotoszop - jest akceptowany przez ogół od... dwóch dekad? Triss z Playboya jest mocniejszym wydaniem fotoszopa i czyjegoś portretu. Każda postać komputerowa, namalowana na płótnie jest inspirowana człowiekiem lub kilkoma, których autor widział wcześniej.

    W.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anusiu, filmy podałem jako przykład. Skoro tam jeszcze komputery nie zwyciężyły (mimo, że są tańszym rozwiązaniem) to tym bardziej nie zwyciężą w fotografii.

    W prawie każdym numerze playboya jest jakaś gwiazdka lub córka/żona/była innej gwiazdki. Ten magazyn, w ogóle zaistniał dzięki takiej jednej blond gwieździe.

    Komputerowe akty z pewnością nie wyprą prawdziwych. Ba, jest szansa, że za jakiś czas znowu powróci naturalność i plastiki się znudzą. Moda zmienna jest niczym wredna kobieta,(zwana wiedźmą, ale to tak na marginesie).

    W.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej ta blond gwiazda zaistniała dzięki temu magazynowi :roll:

    Przypominając, rok ukazania się Playboya - 1953, zaś gwiazdka urodziła się w 1967

    OdpowiedzUsuń