piątek, 14 stycznia 2011

Co w trawie piszczy cz. 2

Do wiosny jeszcze szmat czasu, ale u porostu zaszły pewne zmiany. Znalazł sztachetę, która nie jest zbytnio osłonięta od wiatru, a i mogłaby być bardziej ku słońcu skierowana, to jednak uszczęśliwiła go. Daje mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Nawet, jeśli jego szaro-zielony umysł zaprzątają inne, poważne myśli, to porost wreszcie odważył się delikatnie zerknąć w przyszłość z cichutkim optymizmem.

Porost zastanawiał się, jak poczuje się w towarzystwie pięknych roślin, które to ostatnio nieświadomie wtrąciły go w szarą otchłań zmartwień. Teraz czuł się dobrze, fotosynteza przebiegała bez zakłóceń, miał szansę na rozrost. Postanowił sprawdzić.

Pod koniec spotkania, gdy większość uczestników (w tym porost), odurzona była nadmiarem wody przebogatej w składniki mineralne, zaczęły się rozmowy z rodzaju tych poważnych, na jedynie ISTOTNE tematy. I zadano nagle porostowi pytanie o ilość wytwarzanych jednostek ATP w czasie fotosyntezy, czy jest ta ilość na poziomie średnim? Porost, z racji takiej, a nie innej biologii, musiał się dopytać, jakaż to ilość za średnią jest uważana. Usłyszawszy odpowiedź, stwierdził, że jednak aż tyle to nie produkuje. Rozmówca porostu podsumował, że ani myśli zaczynać produkcję z niższym wynikiem. Bo trzeb znać swoją wartość, bo przecież rozrost tyle kosztuje, bo przecież... itd. Porost znowu się w sobie skurczył i lekko poszarzał. W jego idyllę wkradła się rysa. Dotychczas wydawało się mu, że w życiu do pewnych rzeczy dochodzi się mniejszymi lub większymi krokami. Że życie to nieustanne pokonywanie kolejnych etapów, po których czeka taka czy inna nagroda. Może jednak wcale nie ma żadnych etapów? Może bogata w składniki mineralne lokacja i świetne warunki zewnętrzne nie są wcale uwarunkowanie zaliczaniem kolejnych etapów? Może to kwestia szczęścia albo zwyczajnego apetytu na więcej?

Może w swym minimalizmie porost posunął się za daleko? Może powtarzając sobie, że to co ma w zupełności mu teraz wystarcza, zaklina tylko rzeczywistość, oszukując samego siebie? Może myślenie, że zdobędzie lepszą sztachetę jak trochę podrośnie jest z jego strony przykładem naiwności? Porost wie, że przy takiej ilość ATP jaką produkuje, jego przyrost nie będzie zbyt gwałtowny, ale za to będzie stały. Nie spełni wszystkich zachcianek od razu, ale wizja ich spełnienia przestała być mirażem. Jest to do zrobienia. Tylko później.

Wtedy porost przypomniał sobie zaprzyjaźnione grzyby o przepięknych kapeluszach. Ich wydajność energetyczna jest nieco większa od jego, ale grzyby są szczęśliwe i nic sobie nie robią z wygórowanych zapotrzebowań na energię jakie mają rośliny.
Najwyraźniej zajmowana nisza bardziej wpływa na potrzeby (duchowe i materialne) niż porost z początku przypuszczał.

2 komentarze:

  1. Ale materialista, z tego porostu... niech on się huknie w swoją glonową główkę...


    Obrażony,
    W

    OdpowiedzUsuń
  2. W, tylko ci, którzy potrafią budować coś z "niczego" (idei, powietrza, itd.) nie są materialistami. Zatem witaj w gronie. :)

    OdpowiedzUsuń