czwartek, 23 grudnia 2010

Na pohybel!

Każdy ma jakiegoś wroga rasowego. Kogoś, kto egzystuje obok i nijak nie można go wytępić.
To może być każdy, sąsiad, pani z okienka albo... kierowca.

Są różni. Jedni mili i uprzejmi, pamiętający jak to jest być pieszym. Inni z kolei sprawiają wrażenie, jakby im na mózg padło z chwilą posadzenia zada na fotelu kierowcy. Zawsze się znajdzie taki, który:

- swój samochód o rozmiarach stodoły postawi na chodniku, zapominając o pozostawieniu 1,5m wolnej przestrzeni. Pieszy wtedy zrywa ubranie, pod którym kryje się kostium Spidermana i używając lepkiej sieci przełazi po murze. Chyba, że potrafi przecisnąć się przez szparę, łaskawie pozostawioną przez właściciela rzeczonej stodoły, niczym skradający się kot. Albo wyciąga klucz i sapiąc, próbując przedostać się przez wąskie przejście, zostawia wiadomość dla właściciela na karoserii auta. I na pamiątkę jakże miłego spotkania zabiera lusterko.

- skorzysta z zielonej strzałki i wjedzie ślamazarnie na pasy, kiedy zielone dla pieszego już zaczyna migać, zatrzymując tegoż pieszego na chodniku i zmuszając go do utraty kolejki. Może wyrzucenie dubletu, albo wylosowanie stosownej karty powinno chronić przed czymś takim?

- musi pokazać jakiż to jest szybki w każdych warunkach i nie zważając na kałużę wielkości małego stawu, wjedzie w nie z impetem. Intrygujący wzór na chodniku utworzony przez falę błota z pewnością mógłby zainteresować fanów twórczości Pollocka. A pieszy, który nieopatrznie akurat był w tym miejscu chodnika sam sobie winien. Toż tu powstawała sztuka!

- na najspokojniejszej ulicy, gdzie przejazd samochodu jest wydarzeniem, wyskoczy zza zakrętu, z bramy lub z innej jeszcze mniejszej uliczki, kiedy akurat chcesz przejść.

- musi wyjechać swoim rzęchem, żeby go potem pozostawić na awaryjnych (bo wreszcie przyszła pora, żeby złom zwyczajnie odmówił posłuszeństwa) w jakimś dość newralgicznym punkcie miasta, blokując przejazd pojazdów transportu miejskiego, jakże przecież ważnych dla prawidłowego funkcjonowania owego miasta. Właściwie to do tej kategorii można zaliczyć każdego, który udaje, że nie widzi uporczywego mrugania kierunkowskazu autobusu, próbującego włączyć się do ruchu.

- będzie biadolił na stan dróg. Że ślisko, że śnieg, że mokro, że krzywe, że dziurawe. Pieszy powinien wtedy zaproponować delikwentowi spacer nieodśnieżonym, śliskim od topiącej się brei pośniegowej, chodnikiem, gdzie przy odrobinie szczęścia jest ścieżyna szerokości dwóch stóp. A jeśli nie ma szczęścia, to zalegają na nim hałdy brudnego błota, zgarniętego z drogi, by udręczony kierowca mógł przejechać.

- będzie dusił klakson, dając znać całej okolicy, że oto stoi pod domem. Najwyraźniej pomysł, by wyjść z samochodu i użyć dzwonka jest zbyt abstrakcyjny i wymaga wykonania zbyt wielu zbędnych ruchów (jak choćby przejście kilku kroków).

3 komentarze:

  1. "- będzie dusił klakson, dając znać całej okolicy, że oto stoi pod domem. Najwyraźniej pomysł, by wyjść z samochodu i użyć dzwonka jest zbyt abstrakcyjny i wymaga wykonania zbyt wielu zbędnych ruchów (jak choćby przejście kilku kroków). "


    W przypadku aut z turbo (nie ważne czy n ropę czy benzynę)to może być różnica nawet 15 minut. Oczywiście są takie rzeczy jak telefon komórkowy, ale niektórzy ich nagminnie nie odbierają...

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimie, nie rozumiem o jakie 15 minut Ci chodzi. Nie rozumiem też co mają do tego telefony komórkowe. Ma mi taki kierowca trąbić, tylko dlatego, że nie może się z kimś dogadać? Czy ja go informuję w równie głośny sposób o jakichkolwiek moich kłopotach? Trąbienie pod czyimś domem albo blokiem uważam za zwykłe buractwo. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy to taki uroczy widok, ten zmoknięty pieszy, kulący się beznadziejnie w oczekiwaniu na rozbryzg brudnej kałuży...

    OdpowiedzUsuń