Czasem miło zrobić coś razem. Można na nowo odkryć ile nas łączy.
Ostatnio obejrzałam z Tatą "Będzie głośno". To film, w którym trzech gitarzystów rozmawia o gitarze elektrycznej.
Jimmy Page z Led Zeppelin, Edge z U2 i Jack White z m.in. White Stripes.
Już pierwsza scena jest ciekawa - Jack niczym Adam Słodowy tu wbije parę gwoździ, tam podstawi butelkę po Coli, naciągnie strunę, podłączy całość pod wzmacniacz i... zagra. "Bo kto powiedział, że musisz kupować gitarę?"
Gdy bohaterowie filmu wspominali jak budowali swoje gitary, Tato uśmiechnął się pod nosem i powiedział, że też coś takiego robił.
A myślałam, że poza podręcznikiem do samodzielnej nauki węgierskiego, który kiedyś znalazłam, już nic nie zdoła mnie zaskoczyć.
Lubię Jacka White'a do czego już się wielokrotnie przyznawałam. Lubię ten brud i przestery. Próbowałam już wcześniej przeszczepić jego muzykę na tatowy grunt, ale trafiałam na ugór. Aż do czasu, gdy usłyszał to, co Jack potrafi. Z zapałem wartym lepszej sprawy podstawiłam mu "Elephanta" pod nos. A w kolejce czekają jeszcze inne świeżynki, w których słychać znajome nuty z lat 60.
Gdy byłam mała on zarażał mnie swoją muzyką. Powoli, acz skutecznie. I jeśli na początku był to dla mnie hałas to z czasem zaczęłam słyszeć w tym muzykę. Może i po drodze miałam przygody z innymi gatunkami, ale do gitar zawsze mnie ciągnęło. Do brudu, szarpania strun, przesterów i potężnego uderzenia.
Oj było głośno...
Z Mamą łączy mnie pasja do historii.
Nie zawsze podobają nam się te same filmy czy książki, ale dobrze się je nam razem ogląda. Teraz aplikowałyśmy sobie w zawrotnych dawkach "Seks w wielkim mieście". Zabawne jak zmieniło się moje podejście do tego serialu. Gdy puszczała go polska telewizja(! aż się wierzyć nie chce, ale wydaje mi się, że to TVP 2 go wyświetlała... późno bo późno, ale zawsze...) to budził moje średnie zainteresowanie. Ale byłam wtedy młodsza i niektóre moje wyobrażenia były zupełne inne. To jak w tej scenie "W chmurach", gdzie bardziej doświadczona bohaterka tłumaczy młodszej jak zmieniają się priorytety i oczekiwania.
Nie, nie dorosłam.
To banalne, ale chyba "okoliczności przyrody" (a przede wszystkim ludzie, z którymi się stykam) rzucili nowe światło na to i owo.
Bo razem czasem bywa raźniej, czy to wtedy, gdy słucha się muzyki, ogląda film, włóczy się po sklepach, pije herbatę rozmawiając, rozmawiając i rozmawiając...
"...so come on home, but don't forget to leave..."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz