Osiem, siedem...
Zapisałam się na aerobik. Trzeba wziąć się za siebie, więc się wzięłam. Poza tym moje koleżanki mnie do tego namówiły.
I tak od miesiąca, w każdą środę biegnę do osiedlowego domu kultury, gdzie prowadzone są zajęcia.
"Fit kobiety luksusowe" raczej tu nie zachodzą. Jest trochę młodszych, trochę starszych, zapewne wszystkie mieszkają gdzieś w pobliżu.
...sześć, pięć...
Ciało pamięta lepiej niż mogłabym sądzić. Step touch czy inne pozornie obce komendy szybko stają się jasne. Na WF-ie chodziłam na aerobik i tam poznałam podstawowe kroki. Koordynacja ręka-noga na początku pozostawia wiele do życzenia, ale teraz już wszystko działa. Wsłuchuję się w rytmiczną muzykę.
Ciało przypomina sobie to i owo.
Prostuję się i chcę odchylić lekko barki.
Jak w tańcu.
Tęsknię za tańcem. Chciałabym znowu ubrać buty na obcasie, zakołysać biodrami i ruszyć w tan. Te rytmy latino płynące z głośników rozgrzewają mi krew.
Ciało pamięta, żeby nie podskakiwać jak zając przy chasse, pamięta, żeby łączyć stopy, żeby płynnie przenosić ciężar ciała.
...cztery, trzy...
Nigdy nie sądziłam, że będzie mi brakować jogi. Jej spokoju i dążenia do perfekcji w każdym ruchu. Dlaczego muszę robić brzuszki w takim tempie? Wmawiam sobie, że nie mogę tak szybko prostować i zginać nogi ze względu na jej długość. Zawsze to mam lepsze samopoczucie, to takim stwierdzeniu.
...dwa i jeszcze!
Mam coraz mniejsze zakwasy, o!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz