czwartek, 5 listopada 2009

Gdzie się schowal mrok?

"Utracony Tron" Davida Gaidera, to powieść bardzo nierówna. Przez około czterysta stron wypatrywałam mroku, który ujawnił się dopiero na ostatnich osiemdziesięciu stronicach.
W pierwszej chwili gromko krzyknęłam "Nareszcie!", a potem mina mi zrzedła. Gdyby mrok nie pojawił się wcale, stwierdziłabym, że p. Gaider miał problem z napisaniem czegoś ponurego i uraczył mnie zwyczajnym fantasy. Ale te trzy ostatnie rozdziały pokazały, że jednak potrafi! Czemu zatem cała historia nie jest tak gorzka? Nie wiem.
Moi koledzy twierdzą, że "Utracony Tron" to bardzo interesujący i wartościowy opis świata Dragon Age. Wstrzymałabym się z oceną czy opis jest dobry/zły. Później wyjaśnię dlaczego.

Czy jest coś za co można p. Gaidera pochwalić? Tak. Nie nudzi. Akcja toczy się wartko, nie ma momentów przestoju, kiedy bohaterowie idą i idą, a czytelnik zaczyna im życzyć albo śmierci, albo wybawienia, byle tylko coś się działo.
Czy jest coś za co można autora zganić? Oj tak. Raz za w/w nierówność. Dwa, za szablonowych bohaterów. Trochę charakteru pokazują dopiero w tych ostatnich trzech rozdziałach (i to też nie wszyscy). Trzy, za dialogi. Choć i tak największym horrorem są myśli bohaterów. Istny Twitter w wydaniu DA. Ale może powstaną z tego dowcipy w stylu "... pomyślał Stirlitz"?

Generalnie - da się to przeczytać, ale szału nie ma. Nie jestem zwolenniczką tego nurtu, więc moja ocena może być znacznie niższa niż fana gatunku.

W dalszej części będę się pastwić bardzo szczegółowo, więc kto nie czytał, niech w tym miejscu zakończy lekturę.

Jest jedna rzecz, która szczególnie mnie zdziwiła. Bohaterowie praktycznie od kołyski mają styczność z zawieruchą wojenną. Najwyraźniej jest to wojna w wersji "light" (choć przykład Loghaina każe myśleć inaczej), bo ilość uśmiechów, chichotów i czystego idealizmu jest oszałamiająco wysoka. Nie twierdzę, że powinni cały czas być pochmurni, ale hasło "mroczne fantasy" zobowiązuje chyba chociaż odrobinę...?

Czas na bohaterów, zacznę od Marica.
Jestem wielce niepocieszona, że nie zginął. Mam nadzieję, że w drugiej części ten błąd zostanie naprawiony.
Jego zachowanie kogoś mi bardzo przypominało, Reinmara z Bielawy. Reynevan, zanim stał się bożym wojownikiem, zachowywał się równie idiotycznie co książę. Przywilej młodości? No może, ale między tymi mężczyznami jest jedna, acz kolosalna różnica.
Zanim Ślązak wplątał się w kabałę, jego największym zmartwieniem było czy starczy mu złota na wizytę w zamtuzie. Maric z kolei wychował się na wojnie. Matka woziła go wszędzie ze sobą. Przez to jego idealistyczne podejście trochę mnie zaskakuje. Czyżby przez tych 18 lat nikt nie zdradził Rebelii? Czyżby królowa Moira nie musiała podejmować żadnych drastycznych, niepopularnych decyzji? I dlaczego nie wpoiła chłopakowi kilku prostych zasad z "uważaj komu ufasz, gdyż czasy niepewne" na czele? Rebelia nie zaczęła się wczoraj, a książę tak właśnie się zachowuje. Choćbym nie wiem jak matka się starała, nie wierzę, że młody nie widział okrucieństwa, jakie niesie ze sobą walka, nie czuł ciężaru decyzji podejmowanych przez dowódców.
Dobrze, że zabił Katriel, jedno co można mu zapisać w rubryce "zasługi".

Loghainowi najwyraźniej nikt nie powiedział, że pomrukiwanie pod nosem i krzywienie się, nie czyni go od razu "złym chłopcem". To co pokazał w trzech ostatnich rozdziałach już go takim czyni. Szkoda, że dopiero na sam koniec.
Zarazem cudowne i zaskakujące jest to, że chłopak okazuje się genialnym strategiem. Zastanawiam się, jak to możliwe, że Rebelia tak długo się utrzymała? Skoro młokos bije na głowę starego wygę, arla?
Nie rozumiem jego przyjaźni z Marikiem. Zapewne rozkwitła ona w czasie tych dwóch lat, które autor wyciął. Mam mieszane uczucia co do tego przeskoku. Z jednej strony wydaje się słuszny, bo przyśpiesza akcję, ale z drugiej strony pozbawia opisu rodzącej się właśnie przyjaźni (choć przy tych dialogach i wiecznym szczerzeniu się bohaterów...).

Kolej na najbardziej skopaną postać, czyli Rowan. Zapowiada się nieźle, twarda wojowniczka, która ni stąd ni zowąd zmienia się w cierpiętnicę. Dlaczego nie weszła do namiotu i w krótkich słowach nie wygarnęła Marikowi, co sądzi na temat jego wiarołomstwa? Byli sobie obiecani i jego baraszkowanie z elfką(!) to jak policzek. Okej, nikt z bohaterów nie jest uprzedzony do elfów (czy gdzieś w ogóle te uprzedzenia tak naprawdę występują?), ale zdrada jest zdradą.
Myślę, że atmosfera byłaby dużo ciekawsza, gdyby Rowan zarazem nie chciała mieć nic wspólnego z Marikiem-mężczyzną, który ją upokorzył, ale musiała walczyć dla Marika-księcia, dla dobra Fereldenu. I gdyby Marik (i wszyscy wokół) zdawali sobie z tego sprawę. Ciekawe jak zareagowaliby żołnierze Rebelii na wieść, że dzielna Rowan poszła w odstawkę dla szpicouchej? Bunty, niechęć? Rozłam?
Kolejny moment, kiedy postępowanie diewczyny mocno mnie zaskakuje to sama końcówka. Zdrada Katriel oznaczała przetrzebienie Rebelii i śmierć ojca Rowan. A ta, na wieść o śmierci zdrajczyni, zaczęła się zastanawiać, jak mogła do tego doprowadzić, może elfka naprawdę kochała Marika? Pomroczność jasna czy parę razy za dużo w głowę dostała? To ona powinna być tą, która rwie się, by zabić Katriel za zdrady i ciąg nieszczęść, które spadły na Rebelię, gdyż to właśnie elfka była ich przyczyną.

Katriel, jak przystało na idealnego szpiega, jest olśniewająco piękna. Wiadomo, tylko takie kobiety pozostają niezauważone i nie wzbudzają podejrzeń. Brzydkie albo przeciętne są sprawdzane od razu.
Szkoda, że musiała zakochać się w księciu. Najwyraźniej pomyliła "dobro" w jego oczach z bezdenną głupotą pierwszego naiwnego.

A teraz wrócę do tego, czemu sądzę, że powieść nie do końca jest świetnym przewodnikiem po świecie DA.
Im dłużej czytałam "Utracony Tron", tym więcej miałam pytań. Co z tym zakonem? Opis wskazuje, że dysponuje dość konkretną armią. Czemu nie wspomogli Rebelii? Czemu Rebelia nie próbowała skumać się z Kręgiem Maginów i stanąć przeciwko Zakonowi, jak i wspieranego przez niego uzurpatorowi? Skoro ogary są tak ważne i popularne w Ferledenie, to czemu nie użyto ich w żadnej bitwie? Może kolejne części przyniosą odpowiedzi na te pytania?

To by było na tyle. 4/10 i ani punktu więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz