Samotny w ciasnej doniczce na parapecie stoi on. Włochaty, dumnie prężący kolce.
Kaktus.
Kłujący samotnik, który obnosi się z tym, że niczego i nikogo do szczęścia nie potrzebuje. No prawie. Jednak od czasu do czasu trzeba go podlać i jestem pewna, że gdyby miał twarz, to w trakcie tej czynności byłby wielce naburmuszony. Bo jak to tak? On taki samowystarczalny, a jednak skazany na łaskę kogoś innego!
Za każdym razem jest to dla mnie nauczka. "Patrz i ucz się, wydaje ci się, że nie potrzebujesz nikogo? A kto cię podleje, co?"
No właśnie.
Są czasem dni kiedy mam ochotę rzucić wszytko i przenieść swoją doniczkę gdzieś daleko. Są dni kiedy stwierdzam, że inni ludzie są chyba tylko po to, by udowodnić mi, że nie warto przywiązywać się do kogokolwiek. Mogę sobie wmawiać, że jestem twarda, że jestem silna i nic, a nic to czy tamto mnie obchodzi.
Ale gdybym naprawdę wypięła się na wszystkich, to kto mnie podleje?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz