niedziela, 12 lipca 2009

Open'er 2009 3 lipca

3 lipca
Czerwone żelazko na nodze napędziło mi nieco stracha. Ale potraktowane filtrem 30 nie dawało o sobie znać. Jednak plażowanie miałam już z głowy.
Zawsze jednak mogłam pospacerować i poobserwować.





Choćby takie baloniki, ot jakieś rybki, serduszka, motocykliści. Hm, ciekawe, jeden ma kask w charakterystyczne żółte promienie. Na maszynie numer 45 i napis FIAC. Dla każdego zwyczajny balon, dla mnie przykład na obejście licencji. Bo niby kogo ma to przedstawiać jak nie Rossiego?





Dobrze, że tym razem nie zabrakło sera w pizzerii.
Nie zdążyłam na całą Marysię Peszek. Ale kiedyś mi się uda. Po niej na scenie wkroczyła grupa Gossip. Ich wokalistka, charyzmatyczna Beth jest osobą dość charakterystyczną, ale i bardzo ujmującą. Zagrali zgrabny koncert, ale jakoś mnie nie porwało. Nawet kiedy usłyszałam kawałki, które miałam przesłuchane, noga jakoś nie chciała specjalnie drgnąć. Tłum przede mną takich problemów najwyraźniej nie miał, bo bawili się świetnie. I słusznie. Po Gossip pobiegłyśmy ze współlokatorką na Gabę Kulke. Załapałyśmy się na połowę koncertu i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Muszę koniecznie sprawić sobie jej płytę, bo bardzo mi się podobały jej piosenki. Potem przerwa na coś do jedzenia (jakieś pół godziny w kolejce za hot-dogiem), więc na Kooksów się nie załapałam (miałam nadzieję, że na sam koniec usłyszę "Naive", ale najwyraźniej zagrali to w środku, albo wcale). W sumie to zdziwiła mnie żywiołowość wokalisty, jak poszedł w tłum to myślałam, że już nie wróci. Albo, że wróci nie w pełni ubrany chociaż. No to pora na Duffy, blondynkę porównywaną z Dusty Springfield. Gra ona sympatyczną muzykę w stylu retro. Kawałek, który był puszczany w radiu "Mercy" na żywo brzmi tak samo przyjemnie. Reszta melodii też niby miła dla ucha, ale maniera głosu dziewczyny bywa męcząca. Nie mogę odmówić jej skali, ale po blisko godzinie wysłuchiwania tej "żaby" (coś jak Tatiana z Blue Cafe) byłam naprawdę zmęczona. Niektórzy, żeby lepiej widzieć, wspinali się na filary dźwigające namiot. Ot, swoista galeria Szymonów Słupników. Potem Moby. Usiadłyśmy z koleżanką na polu, przesłuchałyśmy jedną piosenkę, skuliłyśmy się od coraz bardziej kąśliwych podmuchów zimnego wiatru, zaczęłyśmy słuchać kolejnej i stwierdziłyśmy, że to nie nasza bajka. Pojechałyśmy do domu.
Zastanawiałam się nad tym już w 2006, zastanawiałam się rok temu, teraz i pewnie będę jeszcze w następnych latach, jak uda mi się tam dojechać. Mianowicie, czy muzyka, którą słyszałam przy Schronisku niosła się z Openera, czy to była jakaś konkurencyjna impreza? Ciekawe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz