piątek, 12 czerwca 2009

Jeśli dziś czwartek, to leci House!

Gdy ogląda się wiele odcinków w krótkim czasie to można zauważyć ciekawe rzeczy. Choćby zmianę w muzyce. Jak to się stało, że dotychczas nie zauważyłam, że melodię skomponowało Massive Attack? Pewnie dlatego, że w przerwie zawsze biegłam do łazienki albo do kuchni. Polecam porównanie melodii z pierwszego i drugiego sezonu. Przedtem tych gwizdów nie było. A ostatni odcinek drugiego sezonu to dopiero ładna wariacja! I cały czas mówię o muzyce.

O szelmowskim spojrzeniu i chropowatym głosie tego gburowatego egoisty, który nie dba o to co myślą o nim inni, wspomnę za chwilę. Właściwie to już mogę. Lekarz, który nie lubi swoich pacjentów, choć gotów jest zrobić wiele, by ich uleczyć. Dr House nie jest typowym lekarzem, któremu wszystko wychodzi za pierwszym razem. Pacjenci go nie obchodzą, bo i tak wszyscy kłamią, wierzy tylko w zimną logikę. I cały czas łyka Vicodin. Najarany lekarz, który dopiero na haju może dokonywać cudów. Miodzio! Jakże to inne od innych medycznych seriali.

Seriale są jak narkotyk, uzależniają. Najważniejszy, to ciekawy bohater. Gregory House nie jest typowy jak na serialowego lekarza przystało. Nie jest miły i wrzeszczy na pacjentów. Wyłamuje się z szeregu. Podobnie jak Dexter, miły i uczynny laborant, który nocami morduje przestępców. I to jeszcze jak morduje! Toż to cały staranie zaplanowany rytuał.
I chociaż obaj są na pierwszy rzut oka potworami to jednak... trudno ich nie lubić. Mają swoją "misję" i wypełniają ją i choć mają dyskusyjne metody to są skuteczni. Wtedy zaczynamy ich lubić.

Długo można by tu ciągnąć temat interesującego, złego bohatera, ale nie o to chodzi.
A o co?
O to, że dobrze czasem obejrzeć dobry serial.

Rzeczy do nadrobienia: "Flight of the Conchords" i "Uwaga faceci". Pierwszy za abstrakcyjne poczucie humoru, drugi, za klimaty rodem z Alaski i przystojnego drwala-weterynarza.
Bo kto powiedział, że wszystko ogląda się tylko i wyłącznie dla fabuły?

2 komentarze:

  1. Heh, muszę się wreszcie wziać za Housa tak wszyscy zachwalają : D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe a ja właśnie teraz bym się nie zdecydowała. Nigdy nie podchodzę d oczegoś, co bardzo wielu zachwala (chyba, że podeszłam do tego przedtem i mi się spodobało). Czemu? Nie mam pojęcia. :)

    OdpowiedzUsuń