Skończyłam wreszcie czytać książkę Niccolo Ammanitiego "...zabiorę cię ze sobą". "Wreszcie" nie dlatego, że to takie złe było, tylko, że tyle czasu mi to zabrało.
Jedna rzecz mnie zaskoczyła.
Autorem jest mężczyzna, kilku bohaterów to młodzi chłopcy (ok. 14 lat), którzy wydają się już dość mocno zwracać uwagę na dziewczyny.
Niby dziewczynki w tym wieku wyglądają jeszcze jak dzieci, ale hormony robią swoje i nieco się ten wygląd zaczyna zmieniać.
Nie sądziłam jednak, że chłopcy aż tak na to zwracają uwagę. A raczej, że tak szybko.
Wcześniej, zaskoczyło mnie to w "Konstelacjach" Davida Mitchella.
Tam też bohaterem był młody chłopiec, w którym także powoli dojrzewała fascynacja koleżanką.
Jednak wtedy pomyślałam, że może to wyjątek.
Ale dwa przypadki... to już chyba zaczyna zakrawać na jakąś regularność... tym bardziej, że, podkreślę to jeszcze raz, autorami są mężczyźni, więc zgaduję, że wiedzą o czym piszą.
Kto przecież ma lepiej od nich wiedzieć o czym myślą młodzi chłopcy?
I pomyśleć, że mówią, że to dziewczynki szybciej dojrzewają psychicznie.
Próbowałam sobie przypomnieć, o czym myślałam, mając tych czternaście lat.
Chyba straszny dzieciuch był ze mnie, bo nie przypominam sobie żadnych fascynacji. Jeśli były to zupełnie platoniczne.
Te poważniejsze zaczęły się później, ale to inna historia.
A Wy Panie, kiedy zauważyłyście, że ten chłopak z tylnej ławki to wcale nie jest taki głupek, jak się zdawało na samym początku i w tej nowej fryzurze wygląda nawet całkiem-całkiem?
A Wy Panowie, kiedy zauważyliście, że koleżanka z ławki jest jednak fajną dziewczyną?
I kiedy zwróciliście uwagę, że ma nogi do samej ziemi i ładny uśmiech?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz