niedziela, 8 marca 2009

Tonight: Franz Ferdinand

Wreszcie ją mam! Swój własny, prywatny, oryginalny, dwupłytowy album!

No you girls you never know how you make a boy feel!


Panowie tworzący zespół to nie młodzi chłopcy, śpiewający o swych pierwszych podbojach. W warstwie tekstowej zbyt wiele się nie zmieniło, wciąż kręcą się wokół związków, mniej lub bardziej udanych. Podrywy w barze, na parkiecie, szybki seks, chwile uniesień a potem wyrzuty sumienia, bądź smętny powrót do domu nad ranem. Wszystko po staremu.
Ale muzyka jest nieco inna.
Dwie poprzednie płyty były mimo wszystko podobne do siebie, owszem, druga miała bogatsze aranżacje, ale wciąż czuło się między nimi ciągłość. Trzecia jest próbą pójścia nieco inną drogą. Tylko "nieco" zatem nie musiałam cały czas upewniać się czego słucham, to wciąż brzmi jak Franz Ferdinand i wciąż chce się przy tym tańczyć (za co jestem najbardziej wdzięczna!).

Ulissesa, pierwszy utwór, już znałam i już o nim pisałam. Po przesłuchaniu płyty miałam podobne wrażenie jak pan Ziębiński z "Newsweeka".
Ta płyta jest seksownie bujająca.
Pan recenzent z Dziennika, p. Marcin Staniszewski był w sumie dość podobnego zdania w swojej recenzji:
"Głos Kapranosa ocieka wręcz seksowną nonszalancją, do złudzenia przypominającą manierę Jima Morrisona. Jestem szczęśliwie żonaty, ale słuchając takich numerów jak „No You Girls Never Know” czy „Ulysses”, myślę sobie, że nie wyrzuciłbym Kapranosa z łóżka, gdyby ten znalazł się jakimś dziwacznym zrządzeniem losu w jego okolicach..."

Też bym go nie wyrzuciła i to również z powodu jego głosu.
Nie oznacza to, że Alex ma warunki niczym śpiewak operowy, o nie, on sam określa swój wokal jako raczej przeciętny.
Ale świetnie radzi sobie z wyrażaniem emocji (może i się powtarzam, ale fraza z "Word so leisured" to arcydzieło!).

You dirty boys'll never care how the girl feels! (kiedy mówicie różne rzeczy TYM głosem...)

PS. Próbowałam parę razy dodać komentarz do poprzedniego wpisu, ale nie udało mi się. Spisku jeszcze żadnego nie wietrzę, raczej jako winnego wskazałabym swój "szybki" Net. Glaco, dzięki za ciepłe słowa i zapraszam częściej!
Zielu... to ja wcale nie nadużywam słowa na f, zatem zupełnie nie wiem, skąd takie insynuacje! :)

1 komentarz:

  1. nie trzeba zapraszac. znam tylko pierwszą plyte FF, ale po takiej recenzji znów sie zapoznam z panami.

    OdpowiedzUsuń