Ostatnio zafrapowała mnie jedna sprawa.
Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad tym, czy lubię fantasy.
Wydawałoby się, że odpowiedź jest oczywista, przecież grywam z w NWN, zajmuję się DA (rany, same skróty, prawie jak w tym starym powiedzonku "Piję EB (czy ktoś je jeszcze pamięta?), palę HB, używam OB i jestem OK") no i generalnie przecież lubię fantasy.
Tylko czemu na mojej półce z książkami stoją pozycje innych gatunków?
I żeby była jasność, przez fantasy rozumiem książki z rodzaju "smokiem i czarem". Wszystkie inne, gdzie tylko pojawiają się takowe elementy, nie uważam za "czyste gatunkowo". Choć pewien znajomy, kiedy zapoznał się z moim podziałem, powiedział, że "smokiem i czarem" to po prostu D&D. Na chwilę zbił mnie z tropu, ale uznaję, że wszystko co jest powiązane z D&D pod fantasy jak najbardziej podpada.
Próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatnio przeczytałam coś stricte w tym gatunku i doszłam do wniosku, że był to "Władca Pierścieni", przy okazji premiery filmu. Potem tylko były książki z elementami fantasy.
Może jednak wcale nie lubię tego gatunku tak bardzo jak sądziłam?
Filmów, poza pewnymi wyjątkami, praktycznie nie da się obejrzeć.
Seriale? No niby jakieś tam były, ale niezbyt porywające.
Anime? Hm, chyba tylko "Slayers" a i to była raczej parodia niż cokolwiek poważnego.
Książki? "Władca Pierścieni", "Wiedźmin", "Zamek Lorda Valentine'a", coś ze smokiem w tytule i... nieco z cyklu "Świat Czarownic". Mam problem z zakwalifikowaniem "Koloru magii". Wrzucę go jednak do tego worka, co oznacza, że to właśnie była ostania książka fantasy, jaką przeczytałam.
Słabo, prawda?
Ale dlaczego?
I tu z pomocą przyszedł mi p. Sapkowski.
Jakiś czas temu udzielił on Newsweekowi wywiadu, w którym opowiadał o swojej nowej książce. P. Ziębiński spytał go, czy aby nie kusił go powrót do postaci Geralta, na co p. Sapkowski odparł, że nie. Wtedy powiedział też coś ważnego. Niestety nie mam dostępu do oryginalnego tekstu, więc mogę nieco przekłamać. Stwierdził, że problem z fantasy polega na mnożeniu ilości tomów. Że w pewnym momencie akcja polega na tym, że drużyna idzie ubić kolejną bandę trolli, w kolejnym tomie, dla odmiany, idzie ubić armię gnolli i tak to się kręci.
Kiedy w księgarni widzę te półki pełne tytułów, i krótkie opisy informujące, że jest to "kolejny tom sagi..." to od razu takie coś odkładam. I wtedy, w duchu, za każdym razem przyznaję p. Sapkowskiemu rację.
Pamiętam, że jak byłam bardzo młodziutką dziewczynką (miałam wtedy 8,9 lat więc naprawdę byłam bardzo młodziutka, teraz jestem zaledwie bardzo młoda) zaczytywałam się w cyklu o "Świecie Czarownic". "Świat Czarownic", "Świat Czarownic w pułapce", "Troje ze Świata Czarownic", "Czarodziejka ze Świata Czarownic" (albo czarownica...nie pamiętam), "Czarodziej ze Świata Czarownic". Potem jakoś straciłam rachubę i przerzuciłam się na podserię z gryfem w tytule (bodajże trzy części). Czy muszę dodawać, że jest jeszcze cała lista innych tomów (bez "świata czarownic" w tytule, ale z tego cyklu), których nie przeczytałam?
Ileż w końcu można było czytać o tym samym?
To jest chyba przyczyna dla której żadna siła nie zmusi mnie po sięgnięcie po książki osadzone w świecie FR.
Pewnie niektórzy pomyślą teraz, że gdybym jednak sięgnęła po nie, to miałabym większą radość z gry, bo znałabym jakieś tam niuanse (albo wręcz podstawy rządzące światem, bo takowych nie znam i bazuję jedynie na tym, co pamiętam z adaptacji komputerowych).
Bo ja wiem? Urok rozgrywki i tak zależy od innych graczy. Bo co mi z tego, że będę znać realia FR na wylot skoro i tak moja rogata będzie siedzieć sama na ławeczce w pustym mieście, i będę umierać z nudów z braku towarzystwa do rozmowy?
Tak jeszcze na sam koniec dorzucę, że dziś moja uczennica pokazała mi książkę, którą sobie kupiła. Dokonała zakupu ze względu na okładkę, zaiste, ładna. Przeczytałam o czym jest rzecz i... zaczęłam nerwowo chichotać. Było tam coś o dziewczynce, która przypadkiem zabiła kolegę i ją wygnano. I zginęłaby gdyby nie jakiś tajemniczy koleś z tajemniczej organizacji, który nauczył ją jak mordować i kraść (słowem, uczynił ją typowym łotrzykiem...już widzę jak dziewczę wykonuje cios w plecy z trafieniem krytycznym o wartości 4k6+2*1k4). Było też coś o innej tajemnej organizacji, która widzi w dziewczynce Dziecię Śmierci czy coś takiego i chce z niej uczynić terminatora...errr tj. zabójcę idealnego. Ach, zapomniałam dodać coś o klątwie, którą ktoś na nią rzucił.
Ileż nieszczęść jak na jedną dziewczynę, prawda?
Moja uczennica stwierdziła, że książka wcale nie jest tak... głupia (naprawdę nie znalazłam innego słowa) jak wskazywałby opis.
Może to jest kolejna rzecz, która w jakiś trudno wytłumaczalny dla mnie sposób, odstręcza mnie od tego gatunku, opisy fabuły. No przecież czasem to jajo można znieść ze śmiechu.
Choć to nie jest bolączka jedynie fantasy.
Ale o tym następnym razem.
Zatem, jak wygląda sprawa "Ja i literatura fantasy"?
Niby nie jestem uprzedzona, choć jestem. Niby akceptuję reguły rządzące tą literaturą, choć wygląda, że tak nie do końca.
Najwyraźniej fantasy jest dla mnie jak przyprawa, dodana do innych, wzbogaca ich smak, ale kiedy spożywana sama... to już bywa różnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
mam to samo i to wcale nie jest problem. w koncu nie ma co sie zamykac w jednym gatunku. poza tym patrząc od strony formalnej każda ksiązka to fantasy :P
OdpowiedzUsuńWidać nie trafiłaś na coś z "bożą iskrą". Ostatnimi czasy przerzuciłam się na fantasy polskie(nie, nie mam tu na myśli Sapka) i doszłam do wniosku, że to był dobry pomysł. Piekara, Dębski, Kossakowska potrafią poruszyć malutką cząstkę duszy, a to całkiem sporo.
OdpowiedzUsuńDo Andre Norton po dziś dzień żywię ogromny sentyment, podobnie jest z Piersem Anthonym(nie wnikam w "ambitność" takowej literatury).
Cykl o Bahzelu("lisiouchym")wywołuje na mojej buzi banana, dobrze napisany, bohaterowie pełnokrwiści, humor. Jak i Trylogia Lodowego Ognia, gdzie zło jest bardzo errr... apetyczne.
Próbowałam właśnie obliczyć ile procent w moim czytelniczym jadłospisie zajmowała/zajmuje fantastyka. Okazało się, że wcale nie aż tak dużo, około 15%. Widać nie lubię być monotematyczna. ;)