17 lutego był Dzień Kota.
Kto pamiętał by złożyć życzenia swojemu Kocurkowi czy innej Kici? (bo kto powiedział, że koniecznie o futrzaki się rozchodzi?)
Poza tym, był też koncert Myslovitz w Eskulapie.
Chłopaki wrócili po rocznej przerwie i zagrali kawałki ze swoich chyba wszystkich płyt. I pomyśleć, że jeszcze parę dni przed koncertem, wraz z moją sąsiadką naśmiewałyśmy się z warstwy lirycznej pierwszych piosenek. Okazuje się jednak, że miarą "wielkości" utworu nie jest koniecznie jego piękno liryczne co moc, z jaką się go wyśpiewuje.
Wystarczyły pierwsze takty, mrugnęłyśmy do siebie porozumiewawczo i na całe gardło: "Zgooooon".
I tak skakałyśmy, wyśpiewując niczym wierne, psalmy p. Rojka.
Świetnie Was znowu widzieć na scenie Panowie!
środa, 18 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz