środa, 10 września 2008

Franz Ferdinand cz. 1

Czasem zdarza się, że ważna wiadomość słyszy się dosłownie przez przypadek.
Koncert Franz Ferdinand w warszawskim klubie Stodoła.
Aż przysiadłam z wrażenia.

Zaraz przypomniała mi się wyprawa do Gdyni na mojego pierwszego Open'era, żeby ich zobaczyć.
Pamiętam dobrze datę siódmego lipca 2006.
Pamiętam jak mi drżały ręce i głos, gdy ze znajomymi robiliśmy sobie z nimi zdjęcia w hotelu.
Pamiętam ten ścisk pod sceną i dobrą zabawę.

A teraz znowu mają przyjechać.
Z wrażenia już mi się ten koncert nawet przyśnił.

Moim życiem chyba rządzi przypadek to ich muzykę odkryłam przypadkiem i takim samym zbiegiem okoliczności kupiłam ich pierwszą płytę. I to o dziwo wydanie rozszerzone, które wbrew pozorom wcale nie miało kosmicznej sceny.
Bo było to tuż przed Franzomanią...

"Jacqueline"
Jacqueline was seventeen...she was working on the desk...
Spokojny wstęp a potem monumentalny gitarowy riff i nerwowe tempo aż do samiutkiego końca.

"Tell her tonight"
Śmieszna, taneczna piosenka zdolna rozruszać każde towarzystwo.

"Take me out"
So if you're lonely...
Od tego zaczęła się Fanzomania. I riff z 1:04 który zatrząsł wtedy rynkiem muzycznym. Ten utwór się chyba nigdy nie zestarzeje.

"The dark of the matinee"
Czy Alex śpiewa tam "academic" czy "psychodelic" to wie chyba tylko on.
Jest coś szalonego w melodii tej piosenki.

"Auf achse"
Jedno z tych nagrań, które jedni uwielbiają, gdy reszta nie może go ścierpieć. Jestem z tej pierwszej grupy. Ta melancholia podlana elektronicznym sosem ma swój urok. Nawet jeśli jest to urok bardzo, bardzo zimny.

"Cheating on you"
Kolejna z zestawu tych szybkich i szalonych.
I'm cheating on you!

"This fire"
Absolutny hit koncertowy. Zamknięta na płycie, ta piosenka się męczy, dopiero koncert ukazuje w pełni jej rozrywkowy potencjał.

"Darts of pleasure"
Words of love, words so leisure, words are poisoned darts of pleasure!
Uwielbiam ten refren i to napięcie w melodii.
I strzelające korki w finale!
Za to twórca klipu powinien się dłuugo oj dłuugo tłumaczyć...

"Michael"
Jedna z bardziej seksownych piosenek o dusznym klimacie i rozedrganej melodii.
Gdyby zaśpiewała ją kobieta, efekt nie byłby taki porażający.

"Come on home"
Zmiany tempa i zjadliwa końcówka. Miodzio!

"40'"
Słońce, plaża i skok w nieznane. Aż chce się więcej!

"Van Tango"
Szał. Też jedna z tych piosenek co to męczą się na płycie a skrzydeł dostają dopiero na koncercie.

"All for you Sophia"
Mała lekcja historii.

"Shopping for blood"
Moja słabość znowu przeze mnie przemówi, ale sposób w jaki Alex tu śpiewa jest głęboko poruszający. Do tego zimna perkusja i jest git.

"Love and destroy"
Inspirowane Mistrzem i Małgorzatą. Nie ma zatem szans, żebym tego nie lubiła.

"Word so leisured"
Wariacja na temat "Darts of pleasure".
Why should ugly skin that never feels...
Mam dreszcze przy tej linijce... jak już Alex kończy śpiewać (a właściwie mruczeć) słowo "feels".

A jeszcze jest druga płyta i trzecia, którą nagrywają...

Już się nie mogę doczekać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz