czwartek, 7 sierpnia 2008

Licznik

Licznik to fajna sprawa.
Pokazuje z jaką prędkością się jedzie, ile tych kilometrów, a jaka średnia itd.
Jeszcze zabawniej jest kiedy owa zabawka przestaje działać.
Najpierw wyłączał się przy podjazdach.
Pomyślałam, nie chce mnie dołować pokazując tę marną prędkość.
Ale potem wyłączał się także przy zjazdach.
Nie chce mnie z kolei straszyć?
Bo z tym straszeniem to jednak coś jest.
Spojrzenie na licznik i gdy prędkość zbyt wysoka to palce jakoś same zaciskają się na hamulcach.
A tak, nie wiem jak szybko jadę i spokojna jestem.
Mogę się tylko domyślać po tym z jaką siłą wiatr chce mi urwać głowę albo po bólu, który wywołują rozbijające się o mnie owady.
Nie mam się jednak co martwić, z doświadczenia wiem, że nie potrafię się zbyt mocno rozpędzić.

Lazne Libverda swoją wodę źródlaną mają.
W odróżnieniu od tej radoczynnej (po której panie są rade a panowie czynni) ze Świeradowa, ta jest kwasowęglowa o ile dobrze pamiętam.
Jadę tam, pętla ma 40 kilometrów i okazuje się, że... awaria, kranik urwany, wody niet.
Jakież to szczęście, że wczoraj miałam okazję spróbować tej lekko kwaskowatej wody.
A dziś to zostało mi tylko spróbować lazenskich oplatkow.
Mało słodkie wafle z masą.
Niezłe.

2 komentarze:

  1. Licznik w mojej opinii jest średnio przydatny - prędkość jazdy czy odcinek powinien być taki na jaki się ma formę/ochotę, a nie kontrolować to na liczniku ;)

    Ewentualnie zamontuj odwrotnie, coby nie było widać ekraniku i sprawdzaj ile przejechałaś po skończeniu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Wymieniłam ale dopiero po jeździe. Poza tym to było spojrzenie tylko a nie ciągłe patrzenie się. :)

    Nie po to go wożę, żeby sobie narzucać tempo, bo za chuda w uszach no to jestem, raczej po to żeby orientować się ile przejechałam i ewentualnie z jaką prędkością, ale to tylko na zjazdach. :)

    OdpowiedzUsuń