Dwa Spece (w tym S-Works), do tego Trek i Felt.
Opalenizna kolarska, kask, którego nie ściągnie nawet podczas zjadania naleśników, wczepne buty, pełen strój kolarski.
Respekt.
Na oko bardziej sprinterka niż góralka, ale i tak nie chciałabym się z nią ścigać po górę.
Spojrzałam smętnie po sobie. Kask zostawiłam po gorąco, koszulkę kolarską też zamieniłam na zwykłą (no bo gorąco). I już wiem po czym poznać amatorszczyznę...że amatorszczyźnie bywa za gorąco podczas gdy wyczynowcom nigdy.
Zadziwiająco dużo rowerzystów na szlakach. Chyba więcej nawet jak pieszych.
Ot rowerowa moda.
Ciekawe kiedy ta moda pociągnie za sobą sprowadzanie na nasz rynek damskich wersji rowerów?
I nie o kolorystykę się rozchodzi.
Setka pękła po trzech dniach.
Zdarzyło mi się nawet raz czy dwa zdziwić na jakich przełożeniach pokonałam ten czy tamten podjazd.
Albo ten rower dosłownie sam jeździ, albo moja kondycja się poprawiła.
W każdym razie filtr 30 działa, choć słońce okrutne, wciąż wyglądam jakbym spędzała całe dnie w pokoju.
Boję się zastosować mniejszy, bo przy tej temperaturze, wizja długich spodni mnie przeraża.
To już wolę blade nogi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Rower samo zdrowie jak to mawiają ;) No może oprócz poparzeń od słońca :P
OdpowiedzUsuńHm, ostatnio gdzieś czytałem że opalanie się przyśpiesza się starzenie skóry *jakby był dzień to by zerknął na tłumy na plaży*
Ps.Te stroje...IMO one wyglądają trochę śmieszne, chociaż jak ktoś duuuużo jeździ.
Jak przeczytałam na plakacie imprezy rowerowej, "życie bez roweru powoduje raka i choroby serca".
OdpowiedzUsuńA dziś przerwa ze względu na średnią pogodę.