Jak w tytule, ta notka będzie o sensacyjnym odkryciu. Najpierw miałam tylko nieśmiałe podejrzenia, ale teraz jestem prawie pewna! Producenci odzieży zawiązali spisek! Idea niby szczytna, by poprawić klientom humor, ale...
Próbowałam ostatnio kupić sobie bluzkę z krótkim rękawem. Ciepło jest, czas najwyższy ramiona odsłonić. Towaru multum i jeszcze wszystko w tych słonecznych kolorach, które tak lubię. Cel namierzony, pora mierzyć!
Ojj...
Dziwne, ale to wszystko jest takie luźne. Rozumiem, że ubranie ma nie krępować ruchów i być przewiewne, ale bez przesady. Zerkam ponownie na rozmiar. Nie, nie pomyliłam się. Wręcz przeciwnie, ta jedna z bluzek to powinna być nawet dość opięta. Kolejny rzut oka i markotnieję, gdy stwierdzam, że ta bluzka, choćbym się nią obwiązała niby gwiazdkowy prezent, wisi na mnie. Zaglądam sobie w dekolt i widzę wystarczająco miejsca by zmieścił się tam pies z budą...a nawet dwa psy na każdą ze stron.
Mniejsze chyba znajdę w dziale dziecięcym.
Nie chcę iść do działu dziecięcego...
Zdaję sobie sprawę, że jak ktoś ma, dajmy na to, rozmiar 42 albo 40 i nagle wchodzi w 38 to się cieszy jak dziecko. Tylko co zrobić, kiedy wkładam spódnicę w tak małym rozmiarze, że ona powinna mi się zaklinować w kolanach i okazuje się, że...mogłaby być ciut mniejsza? A do rozmiaru 0 nie zamierzam dążyć, o nie!
Może jednak zobaczę co mają w tym dziale dziecięcym? Oby tylko nie było zbyt krótkie...choć, gdy ciepło, może nie będę się akurat przy tym postulacie aż tak upierać?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz