Wreszcie znalazłam czas, by odebrać BARDZO WAŻNĄ RZECZ. Mój pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) certyfikat potwierdzający biegłą znajomość języka.
Drugi raz chyba bym tego nie przeszła...
Dobrze, że jedną ze zdających była Natalie, bardzo sympatyczna dziewczyna, która tak jak ja, potrafiła zdobyć się na to by ponarzekać na egzamin. A że za szybko, a że za dziwne...
Bo to naprawdę było dziwne.
Ten test, który przyszyło mi rozwiązywać nie sprawdzał czy znam język, tylko sprawdzał...właściwie sama nie wiem co, czy znam jakieś wyjątki od wyjątków, albo inne dziwactwa.
Albo czy rozwiązałam tysiące testów by się przygotować, bo co mam zaznaczyć kiedy do wyboru mam "agree", "doesn't agree" a słyszę z głośnika, że mężczyzna, komentując co powiedziała kobieta, zaczyna zdanie od "Yes, but...". No to zgodził się, ale ma zastrzeżenia? Czy też nie zgodził się, ale powiedział to w delikatny, nienapastliwy sposób?
I masz parę sekund na odpowiedź.
Myślałam, że nie zdam tego. Nie chciałam się na to porywać, niejako zostałam zmuszona i teraz, gdy jest już po wszystkim, mogę tylko Mamie podziękować za zdopingowanie mnie do tego wysiłku.
Ale też teraz stwierdzam, że jednak mogłam to zdać lepiej.
Czy to odzywa się we mnie utajona perfekcjonistka? Zawsze chłodna i która nigdy nie jest zadowolona w 100%, nawet wtedy, kiedy okazuje się, że zdałam coś, co wydawało mi się być poza moim zasięgiem.
Ale ten dyplom z hologramem sprawił, że wreszcie uwierzyłam, że naprawdę coś umiem. Wiem, zupełny bezsens, bo przecież skoro zdawałam egzaminy, które wcale nie były łatwe, to to już powinno dodać mi pewności siebie.
Muszę sobie teraz znaleźć kolejne wyzwanie...może też certyfikat, ale z innego języka? Za parę lat, kto wie, kto wie...?
Chyba moim zapiskom właśnie strzelił rok. Rok wybiórczego spisywania faktów z mojego życia.
Jak to szybko zeszło.
I sądząc po komentarzach, jednak ktoś to jeszcze czyta prócz mnie.
Pozwolę sobie na prywatę i pozdrowię Szanownych Czytelników.
Koniec prywaty.
Skończyłam trzeci rozdział.
Jeszcze tylko wstęp i zakończenie. I bibliografia.
I koniec. Koniec pewnego, uporządkowanego etapu w moim życiu. Przeraża mnie to ale i ciekawi. Wreszcie, po 17 latach nauki, będę mogła sprawdzić czy jednak coś umiem (że umiem się dogadać w obcym języku to już wiem!). Myślę, że nie będzie źle, zawsze uczciwie podchodziłam do tego czego miałam się nauczyć.
A Wy?
niedziela, 6 kwietnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz