Ostatnio, gdybym przyszła minutę, dwie, szybciej, wyprzedziłabym swoją uczennicę (do której dojeżdżam). W tym tygodniu nie spotkałam jej po drodze, ale w pośpiechu wyłączała komputer i szukała książek, bo zapomniała, że ma lekcje ze mną.
I, zamiast odwrócić się na pięcie i wyjść, bądź tu miłą dla niej, nie daj po sobie poznać, że chcesz ją udusić.
Po co to wszytko?
Ano jej Mama martwi się jej egzaminem do liceum i chce córce pomóc. Tylko, że córka ma to chyba głęboko w nosie.
Nie przejmuję się tym.
Mnie i tak zapłacą, czy młoda cokolwiek z tego wyniesie czy nie.
Wpadł mi ostatnio w ręce artykuł o rodzicach-zmorach nauczycielskiej braci.
Straszne. Autentycznie, jak jakiś zły sen, koszmar okrutny.
Jak to się dzieje, że rodzicie potrafią tak zgłupieć i kompletnie do nich nie dociera, że jedynki czy dwójki w dzienniku to w przeważającym stopniu nieuctwo ich dziecka a nie widzimisię nauczyciela?
Jak patrzę na tę swoją emo (czarne pazury, mroczne spojrzenie, czarne ciuchy, plakaty MRC i bilet z koncertu Tokyo Hotel) i pomyślę, że miałabym cała klasę takich zainteresowanych przedmiotem, to robi mi się słabo...
Za dwa dni do domu...
Będę się objadać sernikiem, jaj zjem tyle, by zapomnieć wszystkie złe chwile i tak z "czystym kontem" radośniej spojrzeć na wiosnę, która dla niepoznaki, udaje zimę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie wszyscy emo, co mają plakaty z MCR. O innych subkulturach nie słyszałaś?
OdpowiedzUsuń