Ciekawy artykuł czytałam w Newsweeku, o mcdonaldyzacji wiary.
Wierni mają tendencję do wybierania sobie tego co im w wierze odpowiada i odrzucają te punkty, które według nich, nie przystają do rzeczywistości.
Zatem seks przedmałżeński, antykoncepcja czy in vitro żadnym złem nie jest.
Pamiętam kiedyś pewną rozmowę z koleżankami. Było akurat przed Wielkanocą chyba, zatem wypłynął temat spowiedzi.
I dylemat, spowiadać się z tego seksu czy nie?
Ksiądz mówi, że to grzech, zatem trzeba, ale przecież jednym z warunków dobrej spowiedzi jest żal za grzechy a jakoś nie wyglądało by one tego kroku żałowały.
Czy spowiadały się z używania środków antykoncepcyjnych, tego nie wiem.
Może należałoby iść z duchem czasu i pewne rzeczy po postu zmienić? Dopasować do realiów? Gdy kiedyś małżeństwa zawierano między dziećmi to seks przedmałżeński faktycznie nie wchodził w rachubę, ale teraz?
Chyba ważniejsze żeby byli sobie wierni, prawda?
Że to tradycja i powinno zostać jak jest?
Kiedyś tradycyjnie ksiądz stał tyłem do wiernych i odprawiał mszę po łacinie, post obowiązywał także w Wigilię, zatem, jak widać, można jednak dokonywać zmian w zapisach.
Może czas dokonać następnych?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz