środa, 14 listopada 2007

Wiedźmin

Intensywna kampania reklamowa, artykuły niemalże co miesiąc w prasie komputerowej i fakt, że bardzo podobał mi się cykl opowiadań/książek o Geralcie, wszystkie te czynniki spowodowały, że egzemplarz "Wiedźmina" stanął i u mnie na półce.
Po modlitwach, w intencji by gra ruszyła na moim sprzęcie, uruchomiłam ją. Film otwierający, mocno streszczający treść pierwszego powiadania o wiedźminie, robi wrażenie. Od razu widzę, że Geralt to nie byle domorosły bohater, ale prawdziwy specjalista w swoim fachu.
A potem oglądam ekran ładowania. Jedna, dwie...ileś chwil później i gram!
Fabuła zaczyna się pięć lat po wydarzeniach z książki. Geralt ciężko ranny i z amnezją trafia do Kaer Morhen, czyli misja-samouczek. Pierwsza walka i możliwość popatrzenia na różne style walki. Na początku za dużej tej różnicy nie widać, ale wraz z rozwojem bohatera, style wyraźnie się różnicują. Potem zdarzało mi się specjalnie Geralta wpychać w niebezpieczne rejony by nacieszyć oczy animacjami walk. Wiedźmin zabija paskudnie i to widać. Krew sika, kończyny fruwają a przeciwnicy jęczą. Napisałabym, że "coś pięknego", ale trochę dziwaczny może mieć to wydźwięk.
Słówko o języku i "klimacie". Język jest dosadny, słowa powszechnie uważane a wulgarne, słyszę na prawo i lewo. Ale spora dawka humoru powoduje, że słucham tego pokładając się ze śmiechu. Geralt to cyniczna bestia (sic!), która potrafi wykorzystać (nomen omen) nastrój rozmówcy by uzyskać to co chce. Napisałam "rozmówcy"? Przepraszam, miałam na myśli rozmówczyni. Chociaż na twarzy ma szpetne (?) blizny po cięciu mieczem, spojrzenie zakapiora i wykonuje zawód, który ludzi skutecznie potrafi odstraszyć, to od bab się Geralt musi wręcz odganiać. A że cnotliwy nigdy nie był...choć mógłby być. Gdy gram, cały czas toczę bój sama ze sobą o to czy zostawić Geralta takim "książkowym" (albo chociaż próbować tego dokonać) czy też prowadzić go jak ja go sobie wyobrażam. Ciekawa jestem ilu jeszcze graczy ma ten sam dylemat i często zastanawia się "Czy Geralt by to zrobił?" zamiast "Czy mam ochotę to zrobić?". Czasem może lepiej nie znać pierwowzoru...
Nie jest niestety tak, iż "Wiedźmin" jest absolutnie pozbawiony wad. Długi okres wczytywania to jedno, druga, dość irytująca rzecz to mała ilość modeli. Bezosobowy tłum na mieście może sobie w miarę jednakowo wyglądać, ale gdy część bohaterów, którzy mają wpływ na fabułę, wygląda tak jak reszta tłumu to zaczyna się robić dziwnie. Wszak, na upartego nie jest to nic, co by mocno przeszkadzało w rozgrywce, ale...diabeł tkwi w szczegółach jak mówią.

Na koniec tylko jedna uwaga. Bardzo podoba mi się głos aktora, który mówi rolę Geralta. No ma to coś w głosie... Podobnie jak pan, który użyczał głosu detektywowi Raymondowi...Ech...

Ciekawostką jest to, że wszystkie babcie mówią jednym głosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz