Tegoroczny sezon, choć jeszcze trwa, jest jednak jedyny w swoim rodzaju. Nie tyle przez wyścigi, które ostatnio stały się dość monotonne, ale przez tę całą otoczkę tego, co dzieje się wokół toru. Na przykład takie oświadczenie firmy Michelin o możliwym wycofaniu się w przyszłym roku z serii motogp.
Michelin ma kiepski sezon - fakt. Ich opony nie spisują się dobrze, zawodnicy dojeżdżają w wielosekundowych odstępach i to jeszcze na miejscach znacznie różnych od tego do czego nas przyzwyczaili. Seria ta, dotychczas tak popularna ze względu na sporą ilość wyprzedzeń, straciła na uroku i widowiskowości. Także fabryki tracą grube miliony dolarów i nerwy. Bo jak zachować spokój, kiedy wyniki ich pracy mogą wziąć w łeb z powodu słabych gum? Zawodnicy też się denerwują - jedni straszą odejściem, inni mają nadzieję na przełom.
Obserwując to co się dzieje, trudno się dziwić głosom mówiącym, by opony dostarczał tylko jeden producent. Ale kogo wybrać, gdy dwie firmy zdążyły się już zadomowić? Dorna prosiła szefostwa firmy Michelin i Bridgestone o pomysły i sugestie jak wyjść z tego impasu, ale nie doczekała się chyba żadnych konstruktywnych odpowiedzi. Gdyby jednak Michelin się wycofał, problem rozwiązałby się sam.
Sport to miejsce, gdzie nie ma miejsca na sentymenty, nie ma znaczenia co osiągnąłeś, kiedy powinie ci się noga, wylatujesz. I nie ma znaczenia czy jesteś zawodnikiem czy dostawcą opon.
sobota, 1 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz