Sport to zdrowie!
Po przejechaniu blisko 60 kilometrów, zimny pot oblewa mnie na myśl o kanapie, fotelu bądź innym siedzisku.
Myśl o siodełku wzbudza grozę.
Poza tym pogryzły mnie owady, nie wiem czy to komary, muchy, meszki czy inne badziewie, ale swędzi okrutnie. Trzeba było łykać witaminę B, może chociaż te mniej zmutowane dałyby mi spokój?
Jeżdżę po lasach, po drogach publicznych się boję - nie ufam kierowcom. Jest sucho i drogi stały się bardzo piaszczyste. Poza tym, ruszyły prace przy budowie obwodnicy. Nie wiem czy panowie robotnicy robili sobie skróty przez las czy jak, ale drogi nie tylko są piaszczyste do tego jeszcze rozryte. No i w mostku są dwie dziury.
Najważniejsze jednak, że obchód zrobiony i znam już stan tras.
Ogólnie - pustynia. Nie wiem czy to skutek braku opadów, czy ten teren tak po prostu ma. Podejrzewam, że to drugie. Ale jest jedna dobra rzecz! Czynna przeprawa między Bytomiem Odrzańskim a Siedliskiem! Ponoć czynna już od zeszłego września.
Chyba dawno tamtędy nie jeździłam.
Droga na Siedlisko jakaś uczęszczana mocno i dziurawa jak szwajcarski ser - co z tego, że z górki jak przez dziury nijak nie mogę się rozpędzić.
Drzonków i okolice - piachy... Chyba, że jechać asfaltem przez wioski i uważać by nie dać się rozjechać. Kierowcy ostatnio jakby bardziej zwracali uwagę na rowerzystów, ale głupków wciąż nie brakuje.
Nie byłam jeszcze przy Bukowej Górze. Tam strasznie dużo krzaków i cienia, obawiam się zatem, że wróciłabym stamtąd jako jeden wielki swędzący bąbel. Nie dzięki, daruję sobie.
A póki co, to chyba się położę, bo siedzieć jakoś ciężko...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz