niedziela, 6 maja 2007

GP Chin

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie "Kto może być najbardziej sfrustrowanym zawodnikiem na torze?" odpowiedziałabym, że albo to będzie Nicky Hayden albo... Vale Rossi.
Dzieje się to, co w porywie gniewu i poczuciu niesprawiedliwości dziejowej, wykrakałam Nickiemu - że w następnym sezonie nic nie ugra bo go inni pobiją. I wygląda na to, że ta jedna z moich przepowiedni na razie się sprawdza. Teraz, gdy złość przeszła i pogodziłam się z faktem, że Rossi nie jest kolejny raz mistrzem, żal mi patrzeć jak się chłopak męczy na nowej Hondzie. Nie pasuje mu ona i to bardzo. A chociaż pozory walki o obronę tytułu trzeba zachować... Jeszcze dzisiejsze zderzenie z Eliasem (ha! ma Elias za swoje! za swój, jak to Toni określał "agresywny styl") też wcale nie pomogło.
A Rossi? Kolejny raz pobity przez prostą. I własne błędy.
To musi być straszne uczucie, gdy w ciasnych łukach jest w stanie wyprzedzić Caseya, nawet kawałeczek mu odjechać, żeby potem na prostej być wręcz pożartym przez Ducati. Właściwie Casey łykał Valentego bez walki - ot prosta i Vale zostaje z tyłu. Próbował się bronić- albo opóźniał hamowanie (i wylatywał z toru) albo zacieśniał jak się dało (co też kończyło się błędami). Już dawno nie widziałam Rossiego aż tak szamocącego się byle tylko uzyskać przewagę. A potem prosta i ... Ducati wkręca się na drugą kosmiczną zostawiając Yamahę daleko za sobą.
Pozostaje czekać aż wreszcie Yamaha coś z tym zrobi albo aż zaczną jeździć na torach o krótkich prostych. Bo Yamaha nie jest doszczętnie złym motocyklem. W końcu to Rossi zajął dziś w Chinach drugie miejsce. Ale czas najwyższy zacząć odrabiać straty, Stoner uciekł już na 15 punktów.

W 250cc - bez nowości. Kozak Lorenzo daleko z przodu, za nim Alvaro z Dovizioso. Czy ten ostatni manewr wyprzedzania wykonany przez Alvaro był do końca fair? No nie wiem...W każdym razie ograł Andreę i Włoch zakończył na trzecim miejscu. Lorenzo ma już 95 punktów ze 100 możliwych. Dominator. A liczyłam na to, że będzie tu wesoło, że będą zawsze wpadać całą grupą na metę i nigdy nie będzie można być pewnym zwycięzcy. No nic...wygląda na to, że w 250-tkach wszystko raca do normy - dominator z przodu a za nim cała reszta.

W klasie 125cc należy odnotować, że Mattia WRESZCIE dojechał do mety. Niestety jego motocykl chyba nie działał do końca jak powinien, bo nagle Mattia zniknął z czołówki. Dojechał na dziesiątym miejscu. Nisko jak na jego możliwości, ale ma pierwsze punkty! Nareszcie! Wygrał Pesek, ale bohaterem jest Esteve Rabat - chłopak znikąd co nagle wskoczył na podium. Dobra robota!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz