Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie "Kto może być najbardziej sfrustrowanym zawodnikiem na torze?" odpowiedziałabym, że albo to będzie Nicky Hayden albo... Vale Rossi.
Dzieje się to, co w porywie gniewu i poczuciu niesprawiedliwości dziejowej, wykrakałam Nickiemu - że w następnym sezonie nic nie ugra bo go inni pobiją. I wygląda na to, że ta jedna z moich przepowiedni na razie się sprawdza. Teraz, gdy złość przeszła i pogodziłam się z faktem, że Rossi nie jest kolejny raz mistrzem, żal mi patrzeć jak się chłopak męczy na nowej Hondzie. Nie pasuje mu ona i to bardzo. A chociaż pozory walki o obronę tytułu trzeba zachować... Jeszcze dzisiejsze zderzenie z Eliasem (ha! ma Elias za swoje! za swój, jak to Toni określał "agresywny styl") też wcale nie pomogło.
A Rossi? Kolejny raz pobity przez prostą. I własne błędy.
To musi być straszne uczucie, gdy w ciasnych łukach jest w stanie wyprzedzić Caseya, nawet kawałeczek mu odjechać, żeby potem na prostej być wręcz pożartym przez Ducati. Właściwie Casey łykał Valentego bez walki - ot prosta i Vale zostaje z tyłu. Próbował się bronić- albo opóźniał hamowanie (i wylatywał z toru) albo zacieśniał jak się dało (co też kończyło się błędami). Już dawno nie widziałam Rossiego aż tak szamocącego się byle tylko uzyskać przewagę. A potem prosta i ... Ducati wkręca się na drugą kosmiczną zostawiając Yamahę daleko za sobą.
Pozostaje czekać aż wreszcie Yamaha coś z tym zrobi albo aż zaczną jeździć na torach o krótkich prostych. Bo Yamaha nie jest doszczętnie złym motocyklem. W końcu to Rossi zajął dziś w Chinach drugie miejsce. Ale czas najwyższy zacząć odrabiać straty, Stoner uciekł już na 15 punktów.
W 250cc - bez nowości. Kozak Lorenzo daleko z przodu, za nim Alvaro z Dovizioso. Czy ten ostatni manewr wyprzedzania wykonany przez Alvaro był do końca fair? No nie wiem...W każdym razie ograł Andreę i Włoch zakończył na trzecim miejscu. Lorenzo ma już 95 punktów ze 100 możliwych. Dominator. A liczyłam na to, że będzie tu wesoło, że będą zawsze wpadać całą grupą na metę i nigdy nie będzie można być pewnym zwycięzcy. No nic...wygląda na to, że w 250-tkach wszystko raca do normy - dominator z przodu a za nim cała reszta.
W klasie 125cc należy odnotować, że Mattia WRESZCIE dojechał do mety. Niestety jego motocykl chyba nie działał do końca jak powinien, bo nagle Mattia zniknął z czołówki. Dojechał na dziesiątym miejscu. Nisko jak na jego możliwości, ale ma pierwsze punkty! Nareszcie! Wygrał Pesek, ale bohaterem jest Esteve Rabat - chłopak znikąd co nagle wskoczył na podium. Dobra robota!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz